...Adam Piekutowski jest wychowankiem Lublinianki?

Czarna seria przerwana

Walka w środku pola

Tryptyk potyczek z beniaminkami zakończony. Lublinianka pokonała Czarnych Jasło 2:0 i w sumie, w trzech spotkaniach z ligowymi nowicjuszami zdobyła sześć punktów. Bramki dla ekipy z Wieniawy strzelali Adrian Ligienza i debiutant – Michał Piechuta. Passa porażek z ekipami z Podkarpackiego to już historia.

Największą zagwozdką przed meczem z jaślanami była dla trenera Marka Sadowskiego obsada linii ataku. Z powodu nadmiaru kartek pauzować musiał Łukasz Gromba. Wobec tego szkoleniowiec zielono-biało-czerwonych zagrał „va banque” i postawił na Kamila Witkowskiego, który dopiero w tym tygodniu dołączył na stałe do drużyny. Już w 6 min Witkowski mógł wpisać się na listę strzelców. Bardzo dobre dośrodkowanie z lewej strony posłał Artur Sadowski, a były napastnik Cracovii uderzył głową. Dobrze interweniował jednak Przemysław Ślarski, bramkarz przyjezdnych. Czarni pierwszy raz zagrozili bramce Marcina Zapała w 18 min. Strzał z około 20 m oddał Daniel Góra, ale na posterunku był golkiper „Dumy Lublina”. W 23 min kontuzji doznał Jacek Paździor i niestety zakończył swój udział w tym meczu. Co gorsza, kapitan Lublinianki po kilkunastu minutach opuszczał stadion w karetce, co wskazuje na to, że jego uraz jest bardzo poważny. Podopieczni trenera Sadowskiego nie załamali się utratą swojego boiskowego lidera i dzielnie walczyli o każdy centymetr boiska. Warto nadmienić, że przez niemal całe spotkanie na boisku dominowała twarda walka o środek pola. Dużo pracy miał sędzia Piotr Kozłowski, który zresztą prowadził mecz, tak jakby wywodził się z rodziny o długich tradycjach w dziedzinie farmacji. W 37 min Witkowski ładnie zszedł do lewej nogi, wpadając przy tym w pole karne, ale jego uderzenie wybronił Ślarski. W końcówce pierwszej połowy do głosu doszli goście, ale zagrożenie pod bramką Lublinianki tworzyli głównie po stałych fragmentach gry i zamieszaniach, w których defensywie zielono-biało-czerwonych brakowało zdecydowania. W doliczonym czasie gry pierwszej odsłony rzut wolny bił Marcin Warchoł. Żaden z zawodników nie przeciął mocno uderzonej piłki, ale na szczęście Zapał nie dał się zmylić i poradził sobie znakomicie.

W przerwie trener Sadowski posłał do boju Mariusza Gołocińskiego, przy okazji cofając na prawą stronę defensywy Karola Rębę. Bezproduktywny w drugiej linii Ręba, rozkwitł w destrukcji, gdzie niczym nie ustępował swojemu koledze o tym samym nazwisku – Adrianowi. W 48 min z woleja, tuż zza pola karnego uderzał Michał Wolański, ale po raz kolejny Zapał spisał się bez zarzutu. Kolejną groźną akcję przeprowadziła Lublinianka. W 59 min na bramkę Ślarskiego popędził Witkowski. Napastnik gospodarzy łatwo wypracował sobie korzystną pozycję, ale oddał słaby, łatwy do obrony strzał. Zacięta rywalizacja w środku pola, często przerywana gwizdkami sędziego, mocno usypiała widowisko. Przebudzenie nastąpiło w 71 min. W następstwie rzutu rożnego Lublinianki i niezbyt fortunnych interwencji defensywy Czarnych, uderzał Gołociński. Strzał „Siolego” został zablokowany, ale za chwilę piłką wróciła w narożnik pola karnego, gdzie przepięknie z woleja przymierzył Adrian Ligienza. Piłka odchodziła w kierunku okienka bramki i Ślarski, który pofrunął za futbolówką, był bezradny. Bramka z cyklu „stadiony świata”. Po chwili gospodarze, którzy wyraźnie nie ochłonęli jeszcze po fantastycznej bramce Ligienzy, mogli stracić gola. Na szczęście z opresji wyszli obronną ręką, po zablokowanym strzale jednego z jaślan. Natychmiastową kontrę wyprowadził „KaeS”. Piłkę na prawą stronę do rozpędzonego Gołocińskiego zagrał wprowadzony na boisko kilka chwil wcześniej, Michał Piechuta. Były zawodnik Zagłębia Lubin otrzymał od prawego pomocnika Lublinianki podanie zwrotne, ale przegrał pojedynek ze Ślarskim, bez wątpienia najlepszym zawodnikiem Czarnych w tym meczu. Co nie udało się wówczas, Piechuta zrobił dziewięć minut później. Młody napastnik otrzymał prostopadłą piłkę od Ligienzy. Wydawało się, że z zagraniem spokojnie poradzą sobie obrońcy. Piechuta uprzedził jednak jednego z defensorów i wpadł w pole karne, a później ze stoickim spokojem, pewnie umieścił piłkę w bramce gości. Wśród sympatyków Lublinianki zapanowała euforia, bowiem dwubramkowe prowadzenie niemalże zapewniało zwycięstwo, jakże potrzebne w obecnej sytuacji drużyny. W końcówce lublinianie bronili się z bardzo dobrym skutkiem, a przyjezdni nijak nie potrafili przeprowadzić płynnej akcji pod bramką rywala. Tak jak przez cały mecz, tak i w ostatnich minutach, podopieczni trenera Roberta Hapa najgroźniejsi byli przy okazji stałych fragmentów gry. Po 93 minutach rozbrzmiał ostatni gwizdek sędziego Kozłowskiego, który oznaczał ni mniej, ni więcej, a tyle, że Lublinianka zgarnia trzy „oczka”, a Czarni muszą wrócić na Podkarpacie z nosami na kwintę.

Zwycięstwo wyszarpane, po ciężkiej walce na boisku cieszy i smakuje jeszcze lepiej. Jak się okazało, zespoły z Podkarpacia nie są złożone z cyborgów oraz nadludzi i spokojnie można je ogrywać, przeciwstawiając im solidną postawę na murawie. Cieszy zatem zwycięstwo samo w sobie, wraz z punktową konsekwencją w tabeli, ale cieszy też gra. Gra waleczna, pełna ambicji. Gra rozsądna i solidna w defensywie, nawet wobec nieobecności Paździora przez 70 minut. Obiecujący debiut zaliczył Witkowski, a jeszcze lepszy, owocny w bramkę – Piechuta. Obaj wywarli presję na Grombie, a „Skrzat” na pewno nie odpuści walki o miejsce w składzie. Większa rywalizacja i większe pole manewru trenera Sadowskiego to kolejne niewątpliwe plusy tego meczu. Smuci oczywiście kontuzja kapitana, który był niekwestionowanym przywódcą formacji obronnej. Lepsze zespoły niż Czarni mogą na pewno wykorzystać każde niedociągnięcie w tyłach Lublinianki. Bez dwóch zdań wiele do poprawy jest jeszcze w poczynaniach ofensywnych zespołu. „KaeS” stanowczo za rzadko przeprowadza płynne, efektowne akcje, które sieją popłoch w tyłach drużyn przeciwnych. Gdy akcje zaczną się zazębiać, kibice będą mogli liczyć na bramki, nie tylko po indywidualnych przebłyskach poszczególnych zawodników, tak jak było to dziś. Parafrazując klasykę polskiej kinematografii – idzie jednak o to, by te minusy nie przysłoniły plusów. Te są oczywiste i nad wyraz radosne. Lublinianka udowadnia, że nie ma zamiaru przyjąć roli „chłopca do bicia” w trzecioligowej stawce i dzisiejszym meczem daje sygnał do walki o kolejne ligowe punkty.

Lublinianka-Wieniawa – Rafineria/Czarni Jasło 2:0 (0:0)
Bramki:
Ligienza 71, Piechuta 82

Lublinianka: Zapał – Krupski (46 Gołociński), P. Styżej, Paździor (24 Majewski), A. Ręba – Sadowski (61 Matheo), Mazurek, Stępień, Ligienza, K. Ręba – Witkowski (67 Piechuta)
Czarni: Ślarski – Dziobek, Remut, Bernacki, Maczuga – Warchoł (61 Setlak), Wolański, Skała (72 Madejczyk), Halz (61 Munia) – Góra – Złotek (70 Kurowski)

Żółte kartki: Ligienza, Piechuta (Lublinianka), Wolański (Czarni)

Widzów: 350
Sędziował: Piotr Kozłowski z Zamościa


34.kolejka
17 czerwca, 17:30
 
Stal Kraśnik Lublinianka
Stal Kraśnik Lublinianka
 Poz.  Drużyna Mecze Punkty Z-R-P Bramki
  1. Chełmianka Chełm 34 88 28-4-2 105:19
  2. Górnik II Łęczna 34 73 23-4-7 81:47
  3. AMSPN Hetman Zamość 34 72 22-6-6 88:33
  4. Tomasovia Tomaszów Lubelski 34 67 19-10-5 89:34
  5. Stal Kraśnik 34 61 17-10-7 84:45
  6. Kryształ Werbkowice 34 58 18-4-12 57:40
  7. Lewart Lubartów 34 53 14-11-9 63:49
  8. Łada Biłgoraj 34 46 14-4-16 48:56
  9. Powiślak Końskowola 34 45 13-6-15 47:55
  10. Kłos Chełm 34 42 12-6-16 43:55
  11. Lublinianka 34 42 10-12-12 50:48
  12. Włodawianka 34 42 13-3-18 55:69
  13. Victoria Żmudź 34 39 11-6-17 50:63
  14. Polesie Kock 34 38 10-8-16 62:75
  15. POM Iskra Piotrowice 34 35 10-5-19 55:75
  16. Unia Hrubieszów 34 35 10-5-19 41:53
  17. Lutnia Piszczac 34 22 5-7-22 27:77
  18. LKS Milanów 34 3 0-3-31 18:170