Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Publikacje o kibicach
Autor Wiadomość
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-06-23, 23:32   Publikacje o kibicach

Niech ten temat będzie bazą co ciekawszych publikacji związanych w jakiś sposób z naszą pasją. Im różniejszych punktów widzenia będą prezentacją tym lepiej dla tematu i ewentualnej dyskusji. Kto ma jakiś ciekawy artykuł niech wkleja! Podanie źródła mile widziane.

Na początek artykuł, który bym określił jako dość standardowy w tym sensie, że mało odkrywczy chociaż przyzwoicie napisany. Pochodzi z Przekroju, bodajże sprzed 3 lat:


Ustawki - reguły mordobicia

Na bijatyki umawiają się bezrobotni, chuligani, studenci i adwokaci. Walczą o honor klubu. Rozładowują agresję poza stadionem, na odludziu. Znowu można bezpiecznie zabrać dzieci na mecz piłkarski.

Byliśmy umówieni na ustawkę po zakończeniu meczu. Dwudziestu na dwudziestu. To była moja pierwsza bójka, na której nikt nie ściemniał, nikt nie padał po pierwszym strzale, i trzeba przyznać, że walka była wyjątkowo zacięta. Rozje... ich, jak się patrzy, trwało to minutę, może półtorej - opowiada podekscytowany kibic.

W POŁOWIE DROGI

Najpierw są rozmowy przez telefon. Grupy się umawiają i ustalają warunki walki: ze sprzętem czy bez, ilu na ilu, gdzie i o której godzinie. Potem jest już zbieranie ekipy. Ustawka odbywa się najczęściej z okazji zbliżającego się spotkania drużyn piłkarskich gdzieś na uboczu, w połowie drogi między dwoma miastami. - Na meczu jest już trudniej się umówić, ponieważ policja jest czujna i nie pozwala jednej z ekip oddalić się niepostrzeżenie - tłumaczy Piotrek, redaktor naczelny jednej ze stron internetowych o kibicach.

Przewodzący ekipom ustawkowym utrzymują ze sobą stały kontakt, znają swoje numery telefonów.

- Bzdurą jest utarty schemat rozpowszechniony przez policję, że umawiamy się przez Internet. Nikt w naszym kraju w ten sposób się nie umówił - dodaje Piotrek.

Przed bójką szefowie grup opracowują strategię oraz wyjaśniają reszcie ustalone zasady. - Przywódcy to najczęściej osoby, które cieszą się największym poważaniem ze względu na staż. Jeśli ekipa ma charakter chuligański, to przywódca wyróżnia się dodatkowo odwagą lub siłą fizyczną oraz oczywiście posiada cechy przywódcze i organizatorskie - wyjaśnia Darek, lat 26, chuligan łódzkiego klubu.

Sama walka jest krótka, najkrótsza ustawka trwała siedem sekund, najdłuższe dochodzą do paru minut. Podczas walki często obecny jest ktoś, kto może szybko udzielić prowizorycznej pomocy, w krytycznych przypadkach wzywa się pogotowie.

ULTRAS CZY CHULIGAN

Umawiane bójki ekip odbywają się od dawna, wcześniej miały jednak charakter lokalny i chaotyczny. Dopiero dobrze zorganizowany świat kibiców piłkarskich nadał temu zjawisku rozpęd oraz ogólny, prowizoryczny regulamin. - W ustawce, czyli walce na ustroniu, bierze udział ustalona z góry liczba osób, bez żadnej broni, tylko z użyciem rąk i nóg - opowiada Piotrek. Według niego głównym powodem pojawienia się w Polsce ustawek jest chęć walki w spokoju, bez przeszkód ze strony policji, oraz wyniesienie agresji poza stadion.

Wbrew pozorom i ogólnym opiniom nie wszyscy wierni kibice, którzy wyglądem i zachowaniem mogą wzbudzić u osoby postronnej odruch "w tył zwrot", uczęszczają na ustawki. Kibice dzielą się na niedzielnych, którzy przychodzą najczęściej na spotkania rozgrywane na własnym boisku, ultrasów, czyli ludzi oddanych klubowi, zajmujących się otoczką meczu, świecami dymnymi, flagami, organizowaniem dopingu, oraz na chuliganów, czyli ludzi lubiących sprawdzać się w bójce, walczących o honor swojej drużyny.

- Główne stadionowe lobby, ultrasi i chuligani, jeszcze kilka lat temu były niemal tożsame, ale teraz coraz bardziej oddalają się od siebie. Mniejsze grupy chcą walczyć, większe chcą się bawić, w niebyt odchodzą dawniejsze ekipy łączące jedno i drugie - tłumaczy Piotrek. - Niektórzy mylą chuliganów z ultrasami, a film "Klatka", w którym zadymy sprzed siedmiu lat pokazane są obok ustawek, granicę tę jeszcze bardziej zaciera. Kto nie był na meczu, ten nie wie, że jest zupełnie inaczej, że ochrona, policja i sami kibice dbają, by atmosfera na stadionie była jak najlepsza, są sektory rodzinne, wycieczki z domów dziecka - mówi Janek, wieloletni kibic, jeden z występujących w filmie.

"Proszę obejrzeć te zdjęcia. Ich powinno pokazać się z twarzą, by matka, ojciec, rodzeństwo, sąsiedzi, kumple ze szkoły i pracy poznali także inną, skrywaną przed nimi twarz" - grzmiał w wywiadzie dla internetowego pisma "To my kibice" reżyser "Klatki" Sylwester Latkowski.

SKRZYWDZENI PRZEZ MEDIA

Film opowiada o środowisku polskich kibiców. Znalazła się w nim scena, w której grupa nagich mężczyzn tańczy przy stole i przygotowuje się do "zaganiacza" (publiczne onanizowanie). Latkowski nie wyjaśnia, że są to angielscy rugbiści, a nie polscy kibice.

- Nie wiem, po co jest ta scena, prawdopodobnie jak cały film po to, żeby zrobić z nas totalnych idiotów - tłumaczy Darek, chuligan weteran. Przed premierą krążyły pogłoski, że będzie w nim pokazanych dużo walk, że chuligani sami, z własnej woli, dali reżyserowi kasety z ustawkami.

- Latkowski chciał nakręcić film o przemocy wśród młodzieży, tylko trochę mu się pomyliło. Ten film to bzdura. Takie rzeczy jak kamienie, niszczenie sklepów minęły już dawno - denerwuje się chuligan z Warszawy.

- Najgorsze w mediach jest to, że zawsze mają z góry ustaloną tezę i dobierają do niej aktorów. Myślą sobie, że wezmą paru łysych przygłupów, którzy zacukają się przed kamerami, i efekt murowany: chuligani to debile. Niestety, ci z pierwszej półki nie chodzą do takich programów, więc dziennikarze szukają niżej, aż w końcu znajdą kogoś, kto słyszał od kolegi, że jego sąsiada szwagier sprzedaje hamburgery koło stadionu i zna tych, co jeżdżą na ustawki. No i później wychodzą z tego różne brednie - mówi Darek.

- Teraz Latkowski robi z siebie męczennika, mówiąc, że otrzymuje groźby, boi się o swoje życie - ironizuje Janek, wieloletni kibic.

Chuligani Arki, którzy zgodzili się na udział w filmie, czują się perfidnie oszukani. Mówią, że o nagraniach z ustawek pierwotnie nie miało być mowy, a Latkowski ich posiadaczem stał się podstępem i użył ich w filmie nielegalnie. Obecnie trwa walka o prawa autorskie. Teza "Klatki", która sprowadza się do słów "zróbmy coś z tym", nie znajduje poparcia także u socjologów i może dlatego nie ma w dziele Latkowskiego nawet jednej wypowiedzi naukowca. - Latkowski chyba w życiu nie był na żadnej ustawce, zastanawiam się, kto za niego jeździł z tą kamerą - podsumowuje Darek.

CHULIGAŃSKIE DRUGIE JA

Grupy uczęszczające na ustawki związane są głównie z piłką nożną i żużlem. Takich ekip sportowych w Polsce jest ponad setka. Do elity zaliczani są chuligani związani z Arką Gdynia, Legią Warszawa, Lechem Poznań, ŁKS-em i Widzewem Łódź. Swoje chuligańskie reprezentacje mają nawet kluby piątoligowe, w ich składach jest wiele osób zaliczanych do inteligencji - studentów oraz dobrze zarabiających menedżerów dużych firm. Część z nich chce się sprawdzić, a część, osiągając swego rodzaju sukces, po prostu nie odcina się od swoich korzeni.

Krzysiek studiuje dziennie nauki polityczne na Uniwersytecie Warszawskim, działa czynnie w jednej z partyjnych młodzieżówek. - Od dziecka kolegowałem się z chłopakami, którzy dzisiaj są chuliganami. Nasze drogi potoczyły się inaczej, ja miałem trochę lepszy od nich start, jednak nigdy nie zerwałem z nimi kontaktu. Kiedy zaproponowali mi ustawkę, wiedziałem, że tam pójdę. Nie tylko dlatego, że nie chciałem się wyłamywać. Miałem po prostu chęć sprawdzenia się w dziedzinie innej niż dotychczas. Od tamtego czasu chodzę na ustawki regularnie. Daje to więcej pewności siebie, na przykład na pewno nie przestraszę się grupki pijaczków w ciemnej alejce.

Zapytany, jak reagują jego koledzy ze studiów, odpowiada krótko: - Nie mówię im o tym. O moim chuligańskim drugim ja wie niewiele osób. Nie chwalę się, ta zabawa jest dla mnie, nie robię tego na pokaz.

Takich jak Krzysiek jest wielu: - Ludzie z ustawek to przekrój naszego społeczeństwa, od prawników do bezrobotnych alkoholików - opisuje Piotrek.

- To najlepszy dowód, że żyjemy w społeczeństwie doznań, stąd te wszystkie ekstremalne sporty jak bungee itp. Uczestnictwo prawników, studentów w ustawkach można wytłumaczyć chęcią udziału w prawdziwej rywalizacji. Na co dzień ci ludzie walczą ze sobą na zasadzie podkładania nóg z uśmiechem na ustach, tu natomiast wszystko jest jasne - tłumaczy Jacek Kurzępa, socjolog z Uniwersytetu w Zielonej Górze.

Z ustawkami wiąże się cały rytuał, każda walka opisywana jest później na stronach internetowych z podaniem wyniku i liczby uczestników. Po styczniowej ustawce łódzkiego Widzewa z ŁKS-em dyskusja na forum w Internecie toczy się przez wiele stron. Wynika z niej, że chuligani darzą się nawzajem szacunkiem i mają swój kodeks.

KRAKÓW WALCZY SPRZĘTEM

Niehonorowym zachowaniem jest atakowanie jednego kibica wrogiej drużyny przez całą grupę, bójki na meczach reprezentacji oraz - między innymi - kradzież przeciwnej ekipie rzeczy niezwiązanych z kibicowaniem, jak telefony, kurtki, buty. Potępiane jest też używanie na ustawkach "sprzętu", czyli noży, siekier, kijów bejsbolowych i innych niebezpiecznych przedmiotów.

- Kodeks kodeksem, ale bywają wyjątkowo agresywne osoby. Na przykład powszechnie wiadomo, że chuligani z Krakowa nie umawiają się na ustawki, bo pewniej się czują ze sprzętem na mieście, a trzeba przyznać, że to jest o wiele bardziej niebezpieczne. Wszyscy pamiętamy śmierć kibica Arki Gdynia sprzed roku, zginął w walce na mieście, która toczyła się z użyciem sprzętu. Dlatego właśnie rozważniejsze i bezpieczniejsze są ustawki - tłumaczy chuligan Darek.

Oprócz ustawek sportowych spotykane są też ustawki miejscowe. Ich przebieg jest bardziej spontaniczny, a wynik przekazywany z ust do ust. W taki sposób rodzą się lokalne mity i ich bohaterowie. - Pamiętam, jak kolega namawiał mnie jednej soboty, żebyśmy poszli do klubu, bo ma być walka pomiędzy naszym miastem a Nowym Dworem Mazowieckim, podobno ekipę zbierał "Rekin", miejscowy kozak rządzący jednym z rejonów Legionowa - opowiada 21-letni Marcin z Legionowa.

- Takich akcji jest wiele, ale wybuchają raczej spontanicznie, na przykład gdy ktoś z osiedla dostanie wpier... od chłopaków z sąsiedniego osiedla. Wygląda to różnie, czasami jak rasowa ustawka, a czasami to po prostu wjazd na czyjś teren i lanie po ryjach, kogo popadnie - dodaje Darek.

MAŁOLATÓW TO JARA

- Kto sprawdził się w ustawce, uznawany jest za kozaka, na dodatek ma mocnych kolegów, więc może się wozić po klubach, bo wie, że ma plecy. Niektórzy walczą, żeby zaimponować kolegom albo łatwiej podrywać dziewczyny. Coraz więcej też jest, niestety, chłopaczków, którzy na ustawce przemykają gdzieś z boku, a później lansują się na kozaków - wyjaśnia Piotrek.

Latkowski w "Klatce" chciał napiętnować kult siły, jednak nagłośnienie ustawek przyniosło odwrotny skutek. Mocnych wrażeń chuliganom pozazdrościli młodsi koledzy. Głośna jest ostatnio sprawa "ringów", które opanowały cały kraj. "Ringi" to ustawki gimnazjalistów oparte na podobnych regułach jak walki chuliganów. Niedawno taka ustawka zakończyła się omdleniem jednego z uczniów.

- Ja na to patrzę trzeźwo, ale małolatów to jara, dla nich wzorcem jest taki lokalny watażka, a nie Tomek Kamel z "Randki w ciemno". Nie dziwię się temu, mój kolega studiował trzy kierunki, a dziś jest telemarketerem. Drugi natomiast zawsze lubił rozróby, kręci się trochę w ciemnym interesie, ma dobry samochód, ładną dziewczynę. Tu chodzi o to, że na osiedlu liczy się respekt, a respekt można zdobyć między innymi przez uczestnictwo w ustawkach - tłumaczy Darek.

- To jest chęć bycia jednym z siedmiu wspaniałych, uczestnictwa w czymś bardzo szczerym, bardzo męskim i twardym - mówi socjolog Jacek Kurzępa. - Akurat jestem na konferencji poświęconej sprawom przemocy wśród młodzieży i wniosek jest taki, że jeżeli ci ludzie sami ustalają sobie reguły, a później ich przestrzegają, jeżeli jest to korzystne dla innych, bo nikt postronny na tym nie cierpi, to droga wolna, nikt nie musi tego oglądać. Robienie "czegoś z tym" tylko pogorszy sytuację, nie ma sensu tego piętnować, to jest moda, która za jakiś czas minie. Władze już dawno przekreśliły tych ludzi. Wyładowywali się, rozwalając przystanki, więc łapała ich policja, teraz robią to na uboczu, tak że nikt nie widzi. Co w tym złego?

TOMASZ CZUKIEWSKI
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-07, 20:22   

Czasopismo: Kulisy
Autor: Andrzej Chyliński
Data: 2004-12-17
Tytuł: Lista Kibola


Nowe "rozrywki" pseudokibiców

Honorowe ustawki, bitwy na stadionie, starcia z policją? To przeszłość. Dziś stawką jest zdrowie, a nawet życie kibica wrogiej drużyny. Na to życie się poluje. Porwanych według listy nazwisk katuje się w lesie. Bez ryzyka, w kilku na jednego. Nożem, młotkiem, kastetami...

Skowyt bólu ugrzązł w gardle. Połamane zęby, wbite w zmiażdżone wargi wypluł na igliwie. Oprawca pokazał mu jeszcze raz młotek, którym przed chwilą roztrzaskał mu szczękę. – To taki nasz prezent – syknął. Reszta bandy zarechotała. – Starczy mu. Spadamy – krzyknął jeden z nich i grupa kilkunastu rosłych facetów wsiadła do zaparkowanych na leśnej polanie aut. Odjechali.

Paweł, kibic Polonii Warszawa, powoli podniósł się z kolan. Ledwo doczłapał się do szpitala. Był skatowany, stracił zęby, ale przeżył.

Poza granicą

– Została przekroczona pewna granica tego co wolno, a tego czego nie wolno – mówi Piotr Wiśniewski ze stowarzyszenia „Wielka Polonia”. – Mówiąc o tym prasie, postanowiliśmy zaprotestować, bo na policję nie możemy liczyć.

Policja jednak zjawiła się u Pawła w szpitalu. Chłopak opisał zdarzenie, ale powiedział, że napastnicy byli w kominiarkach i nie wie, kto go tak urządził.

– Boi się – tłumaczy kolega Pawła. – Wie, że jeżeli nawet coś powie, to policja i tak nie znajdzie sprawców. A nawet jakby znalazła, to dostaną małe wyroki. On za to nie będzie miał żadnej ochrony od policji i drugiego spotkania z tymi bandytami może nie przeżyć.

– Żeby kogoś ścigać, pokrzywdzony musi złożyć zeznanie i wniosek – tłumaczy się nadkomisarz Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji. – Pobici kibice jednak tego nie robią, bo działają w myśl zasady, „ja dziś zeznam na niego, jutro on na mnie”.

– To paranoja, ale ja boję się teraz wracać na noc do domu – dodaje inny kolega Pawła. – Żartów nie ma, bo wiem, że też jestem na ich liście.

Liście kibiców do skatowania.
Według kolejności

Paweł jechał na mecz pucharowy swojej drużyny z Górnikiem Łęczna. Wziął ze sobą bombonierkę, bo potem miał w planie odwiedziny u cioci. W autobusie dwaj mężczyeni podeszli do niego. – Wysiadaj, musimy porozmawiać – powiedzieli.

Wysiadł, choć dziś tego bardzo żałuje. Na przystanku czekały na nich dwa samochody. Paweł był sam przeciw ośmiu.

– Paweł? – upewnili się. – Ten, co rządzi Polonią?

– Bierzecie mnie za kogoś innego

– próbował się ratować. – Jadę do cioci w szpitalu.

Uśmiechnęli się pogardliwie. Wyciągnęli kartkę, na której był słupek nazwisk, adresów i telefonów. – To lista Polonii

– powiedział jeden z nich. – Sprawdzimy, czy się mylimy.

W telefonie wystukali jego numer. Paweł komórkę miał przy sobie. Zadzwoniła... Uśmiechnęli się triumfalnie i wepchnęli go do samochodu. Zawieźli do lasu, kazali się rozebrać i zaczęli bić tym, co kto miał. Jeden miał młotek. Użył go. Skatowanemu Pawłowi nic nie zabrali. Pieniędzy, ciuchów czy choćby zegarka. Nie o to im chodziło.

Od połowy października w Warszawie było już kilka podobnych historii. Jednego z kolegów Pawła zaatakowali w jego własnym mieszkaniu. Nawet go za bardzo nie bili, tylko kazali połykać kulki z łożyska. 20 października w dniu otwarcia galerii handlowej Arkadia, z tłumu kupujących wyłuskali dwóch zwolenników Polonii. Wywiezionych do lasu kopało ze trzydziestu chłopa. Tłum był taki, że chętni do katowania musieli się szarpać między sobą, bo nie starczało miejsca dla wszystkich.
Kto za tymi akcjami stoi?

– A kto ma stać? – grzmi Piotr Wiśniewski. – W Warszawie mamy tylko jednego wroga. Chuliganów Legii!

Ale chuligani z Polonii robią przecież to samo.

U nas tego nie ma

Porwania i katowanie pojedynczych kibiców wrogiej drużyny to novum nie tylko w Polsce.

– Uprowadzenia?! Wiele się u nas działo, ale nigdy chuligani nie tropili kibica innej drużyny, by go pobić

– nie wierzy własnym uszom Graham Catley, angielski policjant z National Criminal Intelligence Service, który pracuje w specjalnie utworzonej sekcji piłki nożnej. Catley wprowadzając porządek na Wyspach, zjadł na tym zęby i wie co mówi.

Zaskoczony informacjami z Polski jest także Roberto Massucci, szef włoskiej policji, zajmujący się bezpieczeństwem na stadionach. – Nasi pseudokibice, ultrasi, mają inną filozofię wojny – mówi Massucci. – Działają w wielkich grupach i biją się z wielkimi grupami. Ostatnio zależy im na konfrontacji tylko z policją. Nie ma jednak ataków grup na pojedynczego kibica, a tym bardziej tropienia go i porywania.

Skąd ten nowy „trend”? Nie od dzisiaj wśród kibiców są bandyci, pionki i figury różnych mafii.

– Metody, które do tej pory stosowali do zastraszania zwykłych ludzi lub konkurencji, postanowili przenieść do rywalizacji z innymi kibicami – tłumaczy psycholog Wojciech Kulesza ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. – Kiedyś wojny kibicowskie odwoływały się do tradycji rycerskich. Walczyło się o honor drużyny, był szacunek dla pokonanego. Teraz honor przestaje mieć znaczenie, ważne jest, by zniszczyć. Z wypraw krzyżowych pozostała jedynie misja oczyszczenia świata.
Szpiedzy, mapy i treningi

Struktury i metody działania niektórych grup chuliganów są kalką mafii. Czasami to są jedni i ci sami ludzie, działający na kilku frontach. Mają swoich informatorów, a nawet szpiegów. Przez rok w szeregach chuliganów Polonii działał agent Legii. Potem nazwano go J-23. Przekazywał poufne informacje o spotkaniach, posunięciach, planach. Nawet od swoich dostawał łomot. Na koniec skradł maskotkę Polonii – słonia.

Już wtedy, z obu stron, zaczęło się tworzenie banków informacji o rywalach. Gdzie kto mieszka, numery telefonów, jaki kto ma samochód, gdzie się uczy, pracuje lub gdzie można go spotkać.

– Długo nam się zdawało, że wzajemna wiedza o sobie zapewnia względny spokój – twierdzi kibic Polonii.

Ale listy grzechów łamiących kodeks chuligana były coraz dłuższe.

– Wyciągali dzieciaków z autobusów, na ustawce mieli sprzęt, kastety, noże, bejsbole. Chłopak, który dostał na Varsovii, jeszcze jest w szpitalu – wylicza kibic z Legii. – To musiało się tak skończyć.

Bojówki klubów, już nie tylko w Warszawie, ale też choćby w Rzeszowie i Łodzi, do swojej „misji” podchodzą profesjonalnie. Codziennie intensywnie trenują sztuki walki. Opracowują mapy miejsc zamieszkania wrogich kibiców. Tworzą listy adresów i telefonów swoich wrogów.
Bezpiecznie w ukryciu

Wielu najbardziej aktywnych (w dobrym i złym tego słowa znaczeniu) kibiców zeszło do podziemia. Kilka lat temu byli aktywni w Internecie, teraz trudno znaleźć po nich ślad. Mieli blogi ze swoimi zdjęciami, a nawet adresami i telefonami. Wymiotło! Nawet nie komentują w Internecie spraw, którymi żyje całe kibicowskie czy chuligańskie środowisko.

– Na te tematy nie wypowiadam się, ten temat mnie nie interesuje – powiedział nam Andrzej Piórkowski, „Bosman”, guru kibiców Legii, i wyłączył telefon.

A policja? Kluby?

– Od was pierwszy raz o tym słyszę – przyznaje Mieczysław Bigoszewski, który jest przewodniczącym Rady do spraw Bezpieczeństwa w Sporcie resortu edukacji. Zaczyna się tłumaczyć. – Zajmujemy się udoskonalaniem procesów legislacyjnych do walki z chuligaństwem, rasizmem, zmodyfikowaliśmy ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, w szczególności piłki nożnej.

Stołeczni policjanci nie mają dobrej marki wśród kibiców, a ich „wtyki” na trybunach mogłyby równie dobrze przychodzić w galowych mundurach. – Mamy wiedzę operacyjną, ale możemy reagować tylko na zdarzenie – mówi rzecznik Mariusz Sokołowski. – Dlatego czasami zjawiamy się tam, gdzie są ustawki, ale chuligani, widząc policję, zachowują się grzecznie. Poza tym mamy dużo innych zajęć i nie możemy zajmować się tylko kibolami.
Kwestia podejścia

– Teraz nad tym Pawłem z Polonii płaczą, że on taki niewinny, a my wiemy, że wyciągał ludzi z autobusu i raz napierdolił nawet dziewczynę – twierdzi kibic z Legii. – To nie była pomyłka.

– Sami jesteśmy ciekawi, kto to za tym stoi – dodaje inny kibic z Legii. – Teraz weszli do nas młodzi i być może powstała jakaś nowa struktura. Nie wszyscy liczą się z głosem starszych, może ktoś chce się w ten sposób wypromować.

Same kluby niewiele mogą zrobić, aby „łagodzić kibiców obyczaje”, bo tak naprawdę nie o kibiców tu chodzi.

– Nikt z rozsądnie myślących nie łudzi się, że uda mu się dotrzeć do ludzi, których nie interesuje sport – twierdzi Waldemar Skorupka, rzecznik prasowy spółki Polonia Warszawa. – W tym roku mieliśmy trzy spotkania z kibicami, żeby pewne sprawy wyeliminować. Czy przyniosło to efekt? Tak i nie. Nasze władze są przeciw działaniom pseudokibiców, ale nie chcemy być w roli ofiar.

W Polskim Związku Piłki Nożnej istnieje Wydział Bezpieczeństwa na Obiektach Sportowych, ale choć jest w nim między innymi poseł, sędzia Sądu Najwyższego, były i obecny dyrektor resortu spraw wewnętrznych, człowiek z Interpolu, to wszyscy oni działają społecznie.

– W PZPN nie ma ani jednego etatu dla człowieka, który zajmowałby się bezpieczeństwem polskich kibiców

– mówi Wiesław Wieczorek, przewodniczący komisji bezpieczeństwa PZPN, podkreślając w ten sposób, jakie wciąż jest podejście do problemu. – Może po wyborach nowych władz związku coś uda się zmienić.
Odpowiedzialność za stan rzeczy wszyscy zwalają na innych, najchętniej na policję. Policja – na pozostałych, włącznie z rodzinami kiboli.

Niedawno na konferencji „Bezpieczny stadion” wystąpił poseł Jan Rokita. Grzmiał przez kwadrans, że jest źle i trzeba to zmienić. – Ale to on i inni posłowie są władzą ustawodawczą. I to, jak jest, to również ich zasługa – denerwuje się Wieczorek. – A jest ele i obawiam się, że będzie gorzej.

Wieści o nieporadności Polaków obiegły już całą Europę, a Bigoszewski został wezwany do Strasburga na dywanik Rady Europy. Dostało mu się za wyjazdowe popisy kibiców Legii podczas meczu z Austrią Wiedeń oraz za niewywiązanie się Polski z podpisanej przez nasz kraj Konwencji 120, mówiącej o utworzeniu przez policję centralnych punktów informacji.

– Ale przecież to nie moja wina, że policja jeszcze nie załatwiła tej sprawy – mówi Bigoszewski. – Ma czas do końca tego roku.

– Nie możemy ominąć pewnych procedur – broni tej kwestii podkomisarz Marcin Szyndler, z biura prasowego Komendy Głównej Policji. Nieoficjalnie mówi się jednak, że opóźnienie wynika nie tyle z procedur, a z tego, że nasza policja tworząc wymagane przez Radę Europy struktury, znacznie zawyżyła koszty tej operacji, chcąc przy okazji zdobyć pieniądze na inne cele. Ktoś to wychwycił i stąd to opóźnienie. Jeżeli uda się dotrzymać wyznaczonego terminu, to będzie cud.
Strach się bać

Na Warszawę padł strach. Na ulicach nie widać już młodych ludzi chodzących w klubowych szalikach, które kiedyś nosili bez względu na porę roku i okazję.

Każdy zatarg między kibicami obu drużyn, może mieć tragiczne następstwa. W tym roku w Krakowie pseudokibice zabili trzy osoby.

– Jeżeli to się powtórzy, kupię pistolet i schowam za paskiem – mówi jeden z kibiców Polonii. – Jak do mnie wystartują, będę strzelał i mam w dupie, czy kogoś zabiję. W Polsce łatwo kupić broń i teraz zacznie się zbrojenie. A potem będzie prawdziwa wojna.

Wywiad Polonii już namierzył sześciu z ośmiu napastników Pawła. – Wendeta nie jest wykluczona – mówi kibic Polonii. – Boimy się, ale oni też powinni zacząć się bać.

Polska specjalność

Nowym zjawiskiem wśród polskich kibiców wręcz zaniepokoiliśmy policję z kilku krajów.

– Nasi kibice zdobywają numery telefonów i adresy internetowe rywali, ale tylko po to, by im powiedzieć, co o nich myślą – mówi Kees Kerkhof z policji holenderskiej. – Niedługo mamy w Niemczech mistrzostwa świata, a to przecież tuż za waszą granicą. Trzeba mieć na to oko.

– Nie słyszałem o czymś takim nawet od swoich kolegów po fachu z innych państw – mówi Graham Catley z Wielkiej Brytanii. – Proszę mi przesłać pański artykuł.

Czy jest sposób, aby przerwać nakręcającą się spiralę nienawiści?

– Pseudokibice czują się bezkarni i to poczucie rozwija się u nich od pierwszej wizyty na stadionie – przedstawia swoją wizję psycholog Kulesza. – Jeżeli widzą zadymę na 600 osób, z której w ręce policji wpada 20, a i te zostają wypuszczone do domu, to wiedzą, że tu wolno wszystko i nie ma żadnych konsekwencji. Jeżeli wiedzieliby, że nie da się ukryć i surowa kara będzie wykonana, nie byłoby przestępstwa.

Najgorsze jest jednak to, że tak jak bezkarni czują się kibole, prawdziwi kibice pozostają bezbronni.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
kamil


Wysłany: 2007-07-08, 11:03   

Makary napisał/a:
Najgorsze jest jednak to, że tak jak bezkarni czują się kibole, prawdziwi kibice pozostają bezbronni

szczera prawda...
nie bardzo to rozumiem. po co sie bic? przeciez sport jest swietny. mozna wziac zone, meza, dzieci i pojsc obejrzec mecz pilki noznej czy innej dyscypliny. taka rozrywka, sposob na zabicie czasu czy wrecz hobby. czy nie moze byc zgody? ja osobiscie nie chodze na mecze bo sie boje, ale zyje nadzieja ze moze kiedys cos sie zmieni i bede mogl spokojnie pojsc i obejrzec mecz na zywo bez obaw o swoje i mojej rodziny zycie
pozdr.
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-09, 15:16   

kamil napisał/a:
nie bardzo to rozumiem. po co sie bic?

Oj troche powodów by się znalazło. Ale na Wieniawie ich nie uświadczysz :)
Prawda jest taka, że sport w takim samym stopniu łączy co dzieli.

kamil napisał/a:
ja osobiscie nie chodze na mecze bo sie boje, ale zyje nadzieja ze moze kiedys cos sie zmieni i bede mogl spokojnie pojsc i obejrzec mecz na zywo bez obaw o swoje i mojej rodziny zycie

Na mecze Lublinianki możesz zawsze przyjść bez żadnych obaw. Zapraszam.


Nikt nie ma przemyśleń na temat tych artykułów? Jeśli nie, to może chociaż ktoś jeszcze dysponuje jakimś ciekawym?
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-09, 16:42   

Gazeta Wyborcza sprzed ok. 2 miesięcy, wydanie regionalne - Kraków:


Kto rządzi w Krakowie? Ta mapa to powie



W cztery miesiące zebrał 5,5 tysiąca symboli i napisów namalowanych przez kibiców krakowskich klubów na ścianach, znakach czy śmietnikach. Tak powstała jedyna w swoim rodzaju futbolowa mapa Krakowa.

Piotr Trzepacz, doktorant z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ: - Od lipca do listopada objechałem całe miasto w granicach administracyjnych, łącznie z zamkniętymi osiedlami. Obejrzałem każdy budynek ze wszystkich stron, wynotowałem też symbole z transformatorów, przystanków, znaków drogowych. Każdy znak został sfotografowany i opisany - opowiada.

Zdecydowana większość napisów jest autorstwa fanów krakowskich drużyn piłkarskich. I to one znalazły się przede wszystkim w polu zainteresowania młodego krakowskiego naukowca. Po zebraniu dokumentacji, Piotr Trzepacz naniósł na mapę każdy symbol, przyporządkowując go odpowiedniej drużynie. - Uwzględniłem nazwy klubów, ich potoczne odpowiedniki, godła ale również antyhasła - tłumaczy autor.

Po przeanalizowaniu danych okazało się, że na ścianach w naszym mieście dominuje Wisła. Jej fani zostawili po sobie 1,2 tys. napisów, tysiąc zostało poświęconych Cracovii, a kilkaset Hutnikowi. Tylko jeden (na ul. Redemptorystów) Garbarni. Reszta opiewa "zgody", czyli kluby zaprzyjaźnione z krakowskimi drużynami, lub wyraża nienawiść do policji. - Do tej ostatniej kategorii zalicza się ok. 3 proc. napisów. Taka sama część ogółu zawiera wulgaryzmy - wylicza skrupulatnie Trzepacz. - Co ciekawe, w Krakowie, w przeciwieństwie np. do Warszawy, w żaden sposób na murach nie jest komentowana bieżąca sytuacja polityczna.

Z badań naukowca z UJ wynika, że Wisła dominuje na większej powierzchni miasta. Z kolei Cracovia wiedzie prym pod względem ludności zamieszkującej obszar opanowany przez dany klub. Osiedla z wielkiej płyty to częściej przewaga "Pasów", Wisła ma za to więcej zwolenników na terenach z zabudową jednorodzinną. - Ale np. w Swoszowicach, na terenie nowego osiedla willowego, układ sił rozkłada się po równo. Może to wynikać z faktu, że mieszkańcy przenieśli sympatie z poprzednich miejsc zamieszkania - zastanawia się Trzepacz. W całym Krakowie nie brakuje miejsc podzielonych pod względem sympatii klubowych. Największe "wojny napisowe" toczą się w Nowej Hucie, na Ruczaju i Nowym Kleparzu. - Ale trafiłem też na bloki, gdzie jedna klatka jest wiślacka, a inna "pasiasta" i symbole obu klubów nie są niszczone, funkcjonują obok siebie - mówi Trzepacz.

Z jego badań wynika, że w Krakowie jest tylko jeden rodzaj budynków, na których kibice nie odważyli się zostawić śladu po sobie. To kościoły. - Ale za to na jednej z plebani znalazłem hasło "Wisła dar od Boga" - mówi Trzepacz, który przymierza się teraz do zrealizowania podobnego projektu w Łodzi.

A komu kibicuje autor futbolowej mapy Krakowa? - Na pewno nie grozi mi zarzut o brak obiektywizmu. Jestem zagorzałym fanem drużyny z moich rodzinnych stron, LZS Odrzanki Radziszewo, postrachu boisk zachodniopomorskiej okręgówki - śmieje się.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Anibal
Generalismo


Klub: pogoń dziekanat
Wysłany: 2007-07-10, 12:34   

swietny pomysl,jestem ciekaw jak wypadnie to w lodzi i moze w wawce.lodz jest bardzo malownicza pod tym wzgledem a taka mapa-wlasciwie plebiscyt jeszcze podsyci mury kolorem.to samo w krakowie,po tym artykule wzrosnie sprzedasz puszeczek z farba.
ps takie spostrzezenie,u nas w Lbn jest najwiecej politycznych haseł na murach...a stolica kulturalna i administracyjan prawie nic..zawsze mowiłem ze LUBLIN JEST NAJBARDZIEJ POLSKIM MIASTEM :mrgreen: :fucku:
_________________
Bo otaczać sie dobrymi i mądrymi ludzmi to zaszczyt-NIEZŁOMNI
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-10, 18:06   

U nas by pewnie było z tysiąc motorowych, z 15 montexowychi i z 10 lubliniankowych.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Choobec
czyt. Czubek


Klub: ŁKS ORLĘTA 1923
Skąd: Łuków
Wysłany: 2007-07-11, 12:15   

w Łodzi jest na tyle ciekawie, że tylko jak pojawi się jakiś wrzut np. Widzewa to w błyskawicznym tempie kibice ŁKS-u zamalowują W na gwiazdę dawida :) Tak też dzieje się w drugą stronę.
 
Anibal
Generalismo


Klub: pogoń dziekanat
Wysłany: 2007-07-12, 12:03   

chodzi ci o wrzut-czytaj graffitti czy wrzut w sesie napis np bóg wybacza widzew nigdy??
bo zamalowyanie wrzotow jakichkolwiek to totalne bezmużdże i skurwysynstwo,nawet ekip przeciwnych,graf to sztuka i trzeba ja uszanowac
_________________
Bo otaczać sie dobrymi i mądrymi ludzmi to zaszczyt-NIEZŁOMNI
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-12, 12:30   

Anibal napisał/a:
bo zamalowyanie wrzotow jakichkolwiek to totalne bezmużdże i skurwysynstwo

Podobnie jak robienie ich w nieodpowiednich miejscach. W moim rozumieniu nieodpowiednie = szczególnie cenne dla miasta.

A jakby ktoś walnął grafa wrogiego klubu na Twoim domu, to już nie mów, że przy najbliższej okazji byś go nie zamalował.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Choobec
czyt. Czubek


Klub: ŁKS ORLĘTA 1923
Skąd: Łuków
Wysłany: 2007-07-12, 15:26   

Wrzut w sensie napis po prostu RTS WIDZEW albo ŁKS ŁÓDŹ ;) Co raczej nie wymaga wielkiego wysiłku od autora w stworzeniu tego.
No, skoro tak uważasz to w Łodzi sporo osób cierpi na:
Anibal napisał/a:
bezmużdże i skurwysynstwo
:D
 
Anibal
Generalismo


Klub: pogoń dziekanat
Wysłany: 2007-07-13, 12:13   

jezeli chodzi o napisiki to jasne spoko :mrgreen: tu pelna inwencja niszeczenia... :zlo:
graffitti w sensie wrzut na cala sciane,ktory pochalanie duzo pracy i sary na puchy- w sesie sztuka
Makary-Lublin mym domem-jakos jest pare grafów M w kozim grodzie...
szacunek dla sztuki-tak,choc niezawsze musi sie nam ona podobac...
_________________
Bo otaczać sie dobrymi i mądrymi ludzmi to zaszczyt-NIEZŁOMNI
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-28, 01:16   

Prezentuję dwa artykuły ciekawe głównie z tego względu, że pisane przez dziewczyny.

Autor: Paulina Kamińska
Miesięcznik: "Pogoń Szczecin"
Data: Sprzed 3 lat
Tytuł: Duma Pomorza-Pogoń Szczecin


Miesięcznik "Kocham Szczecin" ma uświadamiać młodym i nie tylko młodym szczecinianom, za co można kochać miasto Szczecin. Na łamach gazety, wśród stałych pozycji pojawia się dział "Duma Pomorza". Ostatni był poświęcony Pogoni.

Szczecin moim miastem, Pogoń moim życiem...

Miałam jakieś 4 lata, kiedy tata po raz pierwszy zabrał mnie na stadion przy Twardowskiego. Niezbyt dokładnie pamiętam jaki to był mecz, tym bardziej jaki to był wynik, ale stało się wówczas coś co sprawiło, że rozpoczęła się moja wielka miłość, która trwa po dziś dzień. Miłość do Pogoni - "Dumy Pomorza"

Mieszkam w Szczecinie, Szczecin to moje miasto, miasto ze wspaniałymi warunkami do rozwoju, miasto, które wszyscy skreślają, ale jednocześnie miasto, które kocham, w którym jest mój dom, moja mała ojczyzna i moja Pogoń. Klub i kibice, z których możemy być dumni. Ludzie czasami mówią mi "dziewczyno co Ty tam robisz? To przecież nie miejsce dla kobiety!" A gdzie jest miejsce dla kobiety, w kuchni? Szczecińska "Papricana" to stadion wyjątkowy, miejsce w którym spotykają się tysiące ludzi, aby wspólnie przeżywać emocje: radość z powodu triumfu i gorycz porażki, jeśli coś się nie powiedzie. Kobiety, dzieci, całe rodziny to na nim codzienność. Na innych stadionach jest to nie do pomyślenia. Szczecin przoduje w klasyfikacji na najwyższą frekwencję, choć mamy tylko drugoligowy klub, strach pomyśleć o tym, co będzie jak awansujemy do ekstraklasy. Czy stadion pomieści wszystkich chętnych do zobaczenia konfrontacji z Legią czy Wisłą? Na dzień dzisiejszy konkurować w kwestii frekwencji może z nami tylko Poznań, w którym rozbudowano stadion.

Wielu ludzi przyjeżdżających do Szczecina i udających się na mecz nie może się nadziwić jak to się dzieje, że u nas jest tak a nie inaczej. Podobnie było z Agnieszką Ptak - żoną obecnego właściciela Pogoni. Wystarczył jeden mecz, aby pani Agnieszka przekonała się do szczecińskich kibiców. " Na pierwsze mecze nie chciałam przyjeżdżać i nie chciałam się przeprowadzić do Szczecina...Mąż mnie namówił na przyjazd na mecz. Jak zobaczyłam szczecińskich kibiców, mecz i stadion po meczu, to było mi ciężko powstrzymać łzy. Od tego momentu wiedziałam, że będę tu często przyjeżdżać i angażować się w sprawy klubu." W dalszej części tego samego wywiadu możemy przeczytać: "Już po pierwszej rundzie mogę powiedzieć, że szczecińskich kibiców nie da się porównać do żadnych innych. Oby tak było dalej. Będąc na innych meczach to nie bardzo wiedziałam czy mam się skupić na meczu, bo cały czas trzeba było obserwować trybuny. Tutaj kibice potrafią się bawić i razem z drużyną cieszyć się ze zwycięstwa. Ja zawsze podglądam jak kibice przychodzą na mecz i widzę te grupy - tu na stadion przychodzą całe rodziny, dzieci, małżeństwa. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Bardzo się cieszę, że tak jest . Bo tak właśnie powinno być."

Atmosfera, ludzie, to co łączy tych tysiące kibiców, wielkie emocje. Pogoń to sposób na życie, mecze znajomi z meczów, wspólne wyjazdy, jesteśmy jedną wielką rodziną, która potrafi tworzyć wspaniałe widowiska i wspierać się w trudnych chwilach. Nie tylko wtedy, kiedy chodzi o sprawy sportowe.
Szczecińscy kibice byli prekursorami ruchu ultras w Polsce. To w Szczecinie powstała pierwsza prawdziwa sektorówka, pojawiły się race, które teraz są elementem opraw na każdym stadionie czy w końcu serpentyny, o których mówiła cała Polska. To na "Papricanie" wielokrotnie bito rekordy Polski w ilości ich rzucenia, ostatni to 25 tysięcy.

Pogoń Szczecin - Mamy coś czego nie zabiorą nam....

Pogoń, która 21 kwietnia obchodziła swoje 56 urodziny jest jedyną jak do tej pory drużyną, która bez żadnej porażki awansowała do ekstraklasy. Teraz też jest na dobrej drodze żeby awansować, może już nie całkiem niepokonana, ale na własnym stadionie bezkonkurencyjna. Jestem szczecinianką, kibicem Pogoni i jestem dumna z tego kim jestem! I mogą nas wyzywać od "śledzi" i "paprykarzy", ale czy mamy się tego wstydzić? Wszak te produkty z powodzeniem konsumuje cała Polska.
To właśnie te "śledzie" i "paprykarze" pod znakiem "Pogoni Walczącej" podjęły walkę o swój klub, kiedy przechodził trudny okres i to właśnie one uratowały Pogoń. To dzięki PW i determinacji kibiców ,pojawił się w Szczecinie Antoni Ptak i to dzięki nim możemy być pewni, że nawet jak postanowi odejść(w co w chwili obecnej wątpię) to nie zostaniemy bez klubu. Będziemy mieć "tylko" 4 ligę, ale będziemy mieć Pogoń. To właśnie te "śledzie" w liczbie ponad 3 tysięcy zjawiły się na największej w Polsce manifestacji w obronie swojego klubu, to właśnie oni jako jedyni przedstawiciele z Polski wezmą udział już po raz drugi w międzynarodowym turnieju kibiców "Malmo Support Cup".

Komentarze nie zawsze przychylne, które wielokrotnie dochodziły do nas z różnych obszarów Polski, sugestie jakoby Pogoń kupowała mecze, to głosy ludzi, którzy zwyczajnie nam zazdroszczą, nie mogą znieść tego, że nam się udało..., że wracamy na piłkarskie salony. Nie potrafią zaakceptować tego, że byliśmy tu i zawsze będziemy, bez względu na wszystko Pogoń to jedno serce i jeden klub. Pogoń to my!
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2007-07-28, 01:18   

Autor: Sara G.
Projekt iThink
Data: Sprzed miesiąca
Tytuł: Rzecz o szalikowcach


"O więcej obiektywizmu krzyczę", czyli media i ich błędne podejście do subkultury szalikowców.

Pisać o nich chciałby każdy. Każdy uważa się za specjalistę. Jeden za drugim wyszukują czegokolwiek, by ich oczernić, ośmieszyć, skrytykować. Nigdy nie przedstawiają ich cech pozytywnych, zawsze doszukują się tylko negatywów, serwując ludziom papkę, naszpikowaną błędnymi stwierdzeniami i bezsensownymi stereotypami. O kim mowa? O poszukiwaczach taniej sensacji - dziennikarzach i ich "ofiarach" - kibicach piłkarskich.

Nie będzie tu ani słowa o historii, ani słowa o Anglii, Hiszpanii, czy Francji. Istotne jest "tu i teraz", czyli współczesna Polska i podejście naszych rodaków do świata kibicowskiego.

Zwyczajni ludzie - zapracowani, szybkim krokiem przemierzający ulicę - na dźwięk słowa "szalikowiec" zaczynają się trząść i niepewnie rozglądać, czy takowy nie kręci się w pobliżu. Nerwowym szeptem mówią tylko "bandyci, bydło" i oddalają się w swoim kierunku. Ryzykiem jest zapytać staruszkę, co sądzi o szalikowcach, bo może się to dla którejś ze stron bardzo źle skończyć.

Warto się więc zastanowić, dlaczego tak jest? Dlaczego ludzie, którzy nigdy nie mieli bezpośredniej styczności z piłkarskimi kibicami mają o nich tak negatywną (a nawet i gorzej niż negatywną) opinię? Dlaczego nie chcą oni dać szansy tym młodym ludziom? Czy dojdzie do tego, że wyposażą swoje dzieci w gazy łzawiące, aby - profilaktycznie - używały ich, gdy "bandyta w szaliku" zbliży się do nich na odległość dwóch metrów? Odpowiedź jest prosta - wszystko jest winą mediów, które karmią nas niestworzonymi historiami o młodocianych mordercach, odzianych w barwy klubowe.

Jak wygląda piłkarski kibic w oczach zwyczajnego, szarego człowieka? Potężny, spędzający każdą wolną chwilę na siłowni. Włosy wygolone na "zero", na karku szal, w rękawie kij bejsbolowy, za skarpetką nóż, w kieszeni kastet... Skąd to wszystko? Z gazet i telewizji oczywiście...

Nie wolno zarzucić mediom, iż racji nie mają. Pretensje me dotyczą jedynie tego, iż prezentują nam tylko tę negatywną stronę świata szalikowców. Rozgraniczyć należy faktyczne "bydło" od normalnych kibiców. Krzywdą jest przecież wkładanie wszystkich do jednego wora. Istnieje przecież potężna grupa bandytów, którzy demolują stadiony czy uczestniczą w bójkach, uważając się za rycerzy, przelewających krew za swój klub. Oni zawsze byli, są i będą, i nie zanosi się na to, aby ktokolwiek mógł coś z tym zrobić...
Druga grupa to ci normalni. Bezgranicznie oddani swej drużynie. Regularnie bywający na meczach, organizujący oprawę, całym sercem dopingujący i wspierający swych piłkarzy. Walka za drużynę nie jest dla nich priorytetem, a niejako ostatecznością... To oni są wizytówkami swych klubów! To ich jest więcej, a mimo to w świecie mediów jakoś giną, są niezauważalni, przemilczani... Jest to wyraźny i niepodważalny dowód na to, iż większość dziennikarzy poszukuje taniej sensacji. Prześcigają się w brutalnych nowościach z tego "brudnego i zabójczego światka piłkarskiego". Z żalem (czyżby?) opisują bójki i wybryki tych "małoletnich przestępców z marginesu". Krzyczą wręcz, by Polacy nie jeździli pociągami (pociągami-widmo), którymi poruszają się kibice. Błagają, by nie zbliżali się do stadionów. Ostrzegają przed wychodzeniem z domów... Jednym słowem - istna paranoja.

Czy normalny kibic, który całkowicie oddaje się drużynie, robi co może dla swego klubu, nie czuje się pokrzywdzony, słysząc same negatywne opinie na swój temat? Nie jest mu nieswojo gdy sąsiadki go bacznie obserwują, a małe dzieci boją się nawet na niego spojrzeć, bo "mamusia ostrzegała, bo w gazecie przeczytała..."? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. W skórze takiego szalikowca nie jestem, więc ręczyć nie mogę. W domysłach moich odpowiedź już mam...

Kończąc wywód ten chcę podkreślić jedynie, iż jest to mój osobisty apel do wszystkich przedstawicieli mediów, aby wykazali się choć odrobiną obiektywizmu w opisywaniu szalikowców. Zapraszam na mecze, zachęcam do rozmowy z - wbrew pozorom - inteligentnymi i wykształconymi przedstawicielami grup kibiców. Wtedy dopiero proszę o zabieranie głosu...

PS. Dodać od siebie pragnę, iż za speca w tej dziedzinie się nie uważam i tylko swą subiektywną opinię przedstawiam. Niech każdy interpretuje to jak chce i ewentualnie doda coś od siebie :)
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
KayserSoze


Klub: CrvenaZvezdaBelgrad
Wysłany: 2007-07-28, 13:58   

Czy ktos wie moze jak to jest teraz z ta Pogonia? Chodzi mi o to ze jak kilka lat temu przejmowal ja albo pan Ptak albo jeszcze Les Gondor to kibice zalozyli chyba stowarzyszenie Pogon Nowa Szczecin i grali wtedy w 4 lidze i traktowali ją jako prawdziwa Pogon. Nie wiem jak to jest teraz i w ktorej lidze ona gra.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo