Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Publikacje o kibicach
Autor Wiadomość
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-04-18, 14:03   

Cd.


Cyrk PZPN i Nigdy Więcej

Pozytywne tendencje w ruchu kibicowskim zderzyły się ostatnio z absurdalną akcją PZPN, zorganizowaną wspólnie z mocno skrajną antyrasistowską organizacją "Nigdy Więcej". Wyznaczyły one listę symboli zakazanych na stadionach, od nazistowskich po... miecz Szczerbiec. Ten ostatni skreślono z listy dopiero po krytycznych artykułach w prasie.

Akcja PZPN i "Nigdy Więcej" (wspierana przez "GW") to najlepszy pomysł na propagowanie... nazizmu wśród kibiców. Oto przychodzą do nich przedstawiciele przeżartej korupcją, jak najbardziej słusznie nielubianej przez nich organizacji, która zabija od lat ich ukochaną dyscyplinę sportu. I ta organizacja ogłasza, co jest dobre a co złe. I jeszcze wygłasza przy tym pogróżki oraz wymachuje karami. Do tego jako autorytet, na który się powołuje, przedstawia organizację głoszącą skrajne poglądy, a nie np. niezależnego eksperta - np. historyka. Cóż, gdybym był nazistą, sam opłaciłbym PZPN i Nigdy Więcej, by zwalczały nazizm.
90 proc. kibiców nie zetknęło się z symboliką nazistów. To dzięki PZPN dowiedzieli się, że liczba "88" oznacza skrót od "Heil Hitler", bo "H" to ósma litera alfabetu. Kibice to naród przekorny, więc niedawną rocznicę powstania federacji uczcili transparentami: "100 lat z okazji 88. urodzin PZPN życzy armia Białej Gwiazdy. Chłopaki... trzymajcie się". Cyfra "88" zajmowała większość powierzchni transparentu.

Nieświęci kibice i pamięć JPII

Wielkim zaskoczeniem dla mediów był fakt, że gdy 2 kwietnia 2005 r. odszedł Jan Paweł II, to kibice jako pierwsi wyszli na ulice. To wokół nich powstały pochody mieszkańców. Dziennikarze z trudem ukrywali zniesmaczenie - czemu akurat oni?

Relacjonowałem trzy ostatnie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i nie byłem zdziwiony. Język, którym mówił papież, był zrozumiały także dla nieświętych. Gdy przyjechał do Wadowic, wymieniał miejscowości, nazwy ulic, kin, numery domów. "Na tamtych mówili ogórcorze" - wspominał kolegów. Kibic Cracovii z Watykanu starał się powiedzieć: znam świat, jego przywódców, ale ważniejsze jest dla mnie, że jestem stąd, z Wadowic, z Krakowa, z Polski. Wasze przywiązanie do kraju, miasta, ulicy, podwórka - to najważniejsza sprawa, to miłość do dzieła Stwórcy, jego wycinka, który powierzył wam.

Kibice w spontanicznym odruchu wyszli na ulice ponad podziałami, a wtedy "Gazeta Wyborcza", a za nią inne media, zachowując się jak słoń w składzie porcelany, ogłosiły, że skoro kibice tak kochają papieża, to mają się teraz pojednać i nigdy już nie bić. Oto reprezentantami środowiska kibiców, narzucającymi mu swoje idee, ogłosili się ci, którzy na co dzień ich nie znoszą.
Kakofonia, która dotarła do kibiców, brzmiała mniej więcej tak: Oto my, dziennikarze, wychowawcy, ludzie zdecydowanie bliżsi ideałom Jana Pawła II jesteśmy gotowi ewentualnie odnotować waszą choćby pozorną poprawę. Mimo że pochodzicie z marginesu i społecznych nizin, na które słusznie trafiliście, bo jesteście od nas głupsi. Ale posłuchajcie, co my, mądrzejsi, wam teraz mówimy: jak jeszcze raz któryś z was pobije się z drugim, to znaczy, że cała wasza obecna postawa to tylko nic nie warte pozerstwo.
Brzmiało to tak, jakby ktoś dał ultimatum dziennikarzom: teraz już nikt z was nigdy nie napisze nieprawdy. Bo inaczej uznamy, że wszyscy nie kochacie papieża. Rzecz najtrafniej skomentował Jerzy Pilch, facet nie z mojej bajki, ale będący kibicem: "Ich pojednanie było jednorazowym faktem, faktem historycznym, którego nie należy umniejszać. Natomiast kompletnym frajerstwem było sądzenie, że od tego czasu coś się zmieni i zapanuje zgoda na stadionach. Nie. Ale pamięć o tym chwilowym pojednaniu jest dobra".

Czy to dobrze, że kibice byli organizatorami marszów po śmierci Jana Pawła II? Cóż, pewnie powinny zareagować elity, jakieś stowarzyszenia tworzące społeczeństwo obywatelskie. Tyle że nie zareagowały, bo ich nie ma. Okazało się, że to mocno nieświęci kibice są naturalną tkanką lokalnych społeczności, skupiającą bezinteresowne, ideowe, aktywne jednostki, którym bliskie są najważniejsze dla wspólnoty wartości. Okazało się też, że jeśli chodzi o media, to można być pewnym jednego: nawet w najbardziej podniosłym momencie zareagują głupio.

Cdn.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-04-18, 14:04   

Cd.

A właśnie, że się zmienia

Gdy wkrótce doszło do kibicowskiej bójki, media zatryumfowały. A nie mówiliśmy? Nic się nie zmieniło, to bandyci, bydło. Tymczasem w ruchu kibicowskim właśnie zaczęło się zmieniać. A raczej mocno przyspieszyły zmiany zachodzące już wcześniej. Zaczął on ewoluować oddolnie, bez dyktatu medialnych wychowawców. I niekoniecznie w pożądanym przez nich kierunku.
Gołym okiem widać, jak wzrosło w ostatnich latach zaangażowanie kibiców w sprawy patriotyzmu, w budowanie i podtrzymywanie w erze komercyjnego telewizyjnego śmietnika tożsamości lokalnych wspólnot. Kibicowskie fora internetowe stały się miejscem dyskusji o nie tylko kibicowskich sprawach. Nie znaczy to, by ruch ten stał się polityczny, choć prawicowe sympatie kibiców Lechii czy Legii są ogólnie znane. Na polityków czujni na manipulację kibole patrzą z nieufnością. Zaangażowali się na poziomie obywatelskim, najważniejszych wartości.

W moim Poznaniu w rocznicę Czerwca '56 kibice przygotowali specjalną oprawę dla jej uczczenia. Składała się ona z pociętej na pasy flagi sektorowej z napisem: "Poznań '56", białych i czerwonych flag na kijkach oraz wielkiego transparentu: "Oddali swe życie ludzie wielcy, a prości, dla Ciebie i dla mnie w imię wolności". Towarzyszyły jej wystrzały.

W Warszawie w rocznicę Powstania Warszawskiego na trybunach pojawiła się olbrzymia sektorówka z symbolem Polski Walczącej i napisem: "To jest hołd dla tych, co noszą blizny, dla tych, co przelali krew w imię Ojczyzny". Udział zarówno kibiców Legii, jak i Polonii w corocznych obchodach rocznicy Powstania nikogo już nie dziwi. Wśród kibiców Legii działa grupa "Old Fashion Man Club" (Klub Staromodnych Ludzi), która uszyła sobie flagę z przekreślonym sierpem i młotem oraz podpisem "Better Dead Than Red". Przy okazji meczu z pochodzącym z "czerwonego" Doniecka Szachtarem, na trybunach pojawił się transparent z przekreślonymi sierpem i młotem oraz czerwoną gwiazdą. Kibice Legii nawiązali współpracę z kombatantami, a także Stowarzyszeniem Przyjaciół Powstania Warszawskiego. Przed uroczystościami rocznicowymi źli kibole porządkują zaniedbane groby poległych, pomagają też chorym uczestnikom Powstania. Znicze i wiązanki składają, bez rozgłosu, w ok. 100 miejscach je upamiętniających.

Kibice Radomiaka brali z kolei udział w obchodach radomskiego Czerwca '76. Z flagą "Radom '76 - pamiętamy te czerwcowe dni, ulice skąpane we krwi, bohaterstwo robotników, o wolnej Polsce sny".

Podobne sygnały o absolutnie oddolnych i spontanicznych działaniach dochodzą z całego kraju. Dwa miesiące temu, 11 listopada, w Święto Niepodległości, delegacje kibiców uczestniczyły w jego obchodach w całym kraju, od wielkich miast po mniejsze miejscowości. Kibice Jagiellonii i wywiesili na meczu wielką flagę z Józefem Piłsudskim. Stowarzyszenie Kibiców ŁKS zorganizowało festyn dla dzieci i rodziców. W Trójmieście w paradach z okazji święta wzięli udział kibice Arki Gdynia, Lechii Gdańsk i Wybrzeża Gdańsk. W Słupsku kibice tamtejszego Gryfa odpalili w czasie uroczystości race. W czasie obchodów poznańskich przemawiał przedstawiciel kibiców Lecha. Powiedział, że wśród kibiców tej drużyny, która swój początek miała w odrodzonej Rzeczpospolitej jest "wielu potomków Wielkopolan, którzy czynem i bronią dowiedli, że są warci Polski i Polska jest ich warta [...]. Oddając cześć bohaterom walki i pracy niepodległościowej; wierzę, że Wielkopolanie i lechici nie zawodzą Ojczyzny dnia powszedniego i nie zawiodą w godzinie próby, bo oba te egzaminy zdawali w historii najnowszej celująco". Kibiców nie zabrakło też 13 grudnia pod willą gen. Jaruzelskiego.
Jednocześnie po 2005 r. osłabła, choć z pewnością nie wszędzie, nienawiść między kibicami poszczególnych drużyn. Nawet relacje z ustawek - umawianych między kibicami bójek na pięści, bardziej przypominają teraz sportowe sprawozdania, gdzie docenia się honorową postawę przeciwnika.

Rzecz jasna do niemiłych wydarzeń zapewne jeszcze dojdzie niejeden raz. Niewykluczone, że kiedy jakiś chuligan zginie w czasie bijatyki, media napiszą, że współwinni tego są autorzy tekstów takich jak ten. A nie ci, którzy zamiast zmieniać ten ruch w dobrym kierunku, piszą o nim bzdury, spychając go na kryminalny margines.

Że chłopaków naszła nagła transformacja

"Pytasz do czego zmierzam / Moment już wyjaśniam / Że chłopaków naszła nagła transformacja / Pytasz jaka przemiana, co nie zauważasz / A kto w lidze rugby na sportowo się naparza / Co nie zauważasz, pytasz jaka przemiana / A kto po boisku za piłką gania" - rymuje raper rodem z poznańskiego "kotła", człowiek, który nie był w latach 90. autorem pacyfistycznych tekstów, a wręcz przeciwnie.
To właśnie jego cytowana piosenka "Rugbyści" przyczyniła się do tego, że wśród kibiców wielu klubów nastała moda na rugby, sport dla "twardych zawodników", którzy walczą nie na trybunach stadionu, a na boisku. Jeśli ktoś chciałby naprawdę zmieniać pozytywnie ruch kibicowski, to oczywiście nie zakazami, policją i medialną propagandą, bo to przyniesie zawsze skutek odwrotny od zamierzonego. Lecz wspólnie z tymi, którzy z niego są, wyznają jego wartości i cieszą się w nim autorytetem.

Jakieś parę miesięcy temu idąc na zakupy, napotkałem wspomnianego rapera, który za chwilę miał grać koncert w jednym z poznańskich klubów. Siedział na ławce z grupką chłopaków z osiedla. Dwaj z nich pokłócili się i silniejszy uderzył słabszego. Usłyszał od rapera: "Jeśli jesteś z ulicy, to przede wszystkim powinieneś umieć rozmawiać z ludźmi. To jest podstawa. I nie uderzysz kogoś, kto jest młodszy, słabszy i wiesz, że ci się nie postawi". Zapewniam, że chłopaki
zapamiętały to znacznie lepiej niż wszystkie medialne kazania dyżurnych moralistów.

FIN
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
kfak
Tylko KSL!



Klub: Lublinianka
Skąd: Lublin
Wysłany: 2008-04-18, 18:29   

przeczytanie zabiera sporo czasu, ale polecam "od deski do deski"
_________________
Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...
 
polokokta
KSL



Klub: Lublinianka
Skąd: Lublin
Wysłany: 2008-04-21, 10:10   

Nie to co Stec.
_________________
Heeej KS gol !
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-05-21, 20:47   

http://www.sport.pl
2008-05-08
Rozmawiał Przemysław Iwańczyk

Polski kibol ma kompleksy

Wielu ludzi, którzy mówią o sobie "my jesteśmy klubem X czy Y", a potem demolują własny stadion, piłka nie obchodzi. Jedynym atrakcyjnym celem w życiu jest dla nich przynależność do silnej grupy, a jedyną szansą na podniesienie własnej wartości sprawdzenie się w walce i strach ze strony wrogów - mówi łódzki socjolog Wojciech Woźniak z Katedry Socjologii Ogólnej Uniwersytetu Łódzkiego

Video: http://wiadomosci.gazeta....elchatowie.html

Przemysław Iwańczyk: Co kieruje sportowcem, który - jak piłkarz ŁKS Arkadiusz Mysona - zakłada koszulkę z napisem "Śmierć Żydzewskiej Kurwie"?

Wojciech Woźniak: Przyjmując optymistycznie i naiwnie, że piłkarz nie widział napisu, kieruje nim totalna bezmyślność i nieodpowiedzialność. Jeśli widział, to pewnie chciał być przez chwilę bohaterem dla fanatyków z Galery [trybuny kiboli], co mu się udało. Zresztą w ŁKS-ie granica między postawami piłkarzy, działaczy i kiboli się zaciera. Że wspomnę o innym graczu Sypniewskim - który poszedł lać się z kibolami Lecha i demolować stadion własnego pracodawcy, czy o cytowanych w mediach przy okazji derbów Łodzi słowach rzecznika prasowego o tym, ile Żydzi dostaną biletów. Ale wydaje mi się, że to nie jest specyfika tego klubu, tylko raczej polski standard.

Jakie znaczenie ma "gest Mysony"?

- Legitymizuje uprzedzenia kiboli. Karmi ich fanatyzm, ksenofobię, nienawiść. A poza tym dla wielu fanów piłkarze wciąż są wzorami do naśladowania, a droga boiskowej kariery wymarzonym, niekiedy jedynym realnie - choć oczywiście tylko dla nielicznych - dostępnym kanałem mobilności społecznej, by użyć socjologicznego określenia. Jeżeli chłopakowi z kamienicy na Bałutach się udało, to i mnie się może udać - tutaj mamy bodziec pozytywny. A jeżeli on zakłada taką koszulkę, to znaczy, że jest taki jak ja i powinienem razem z nim nienawidzić Żydów z Widzewa czy psów z Cracovii, że nawiążę do równie żałosnych tłumaczeń senatora Fedorowicza, który ponoć nie przyjrzał się szalikowi Wisły, jaki założył, idąc na niedawne derby [z wizerunkiem buldoga szarpiącego kłami szalik Cracovii].

W naszym futbolu przymyka się oko na takie zachowania - poza absolutnymi wyjątkami, nagłośnionymi przez media i ewidentnymi jak to z Mysoną.

- Grzech zaniechania dotyczy głównie władz klubów, które akceptowały lub przynajmniej tolerowały takie hasła na transparentach, w okrzykach kibiców, wypisane na murach stadionów, szalikach, koszulkach. Można powiedzieć, że usunięcie antysemickich haseł z murów czy flag nie usunie ich z umysłów, ale to nie do końca prawda. Jeżeli nie będą akceptowane przez działaczy, piłkarzy czy prominentnych kibiców, inni będą wiedzieli, że pewnych rzeczy nie wolno, że mogą zostać ukarani. A w ogóle to marzyłbym, by działacze i kibice jakiegoś klubu mieli takie jaja jak ci z Tottenhamu. Oni z antysemickich haseł, jakimi są obrzucani, potrafili zrobić powód do dumy i nowej autoidentyfikacji kibiców. Yid Army z White Hart Lane jako powód do dumy dla fanów Tottenhamu, najskuteczniej rozwiązuje problem zamieniania słowa "Żyd" w obraźliwy epitet.

Skąd się biorą rasiści na trybunach?

- Rasistowskie i antysemickie wybryki kibiców są dowodem, że nie jest tak sympatycznie, jak chcieliby niektórzy publicyści piętnujący chociażby "Gazetę" za rzekome wyolbrzymianie tych problemów. Stowarzyszenie Nigdy Więcej dokumentuje przejawy nienawiści na tle rasowym. I one w środowisku piłkarskim czy kibolskim faktycznie zdarzają się stosunkowo często. Odzwierciedlają jednak raczej mroczne postawy i poglądy, które są wciąż obecne w części społeczeństwa i - tłamszone na co dzień przez coraz powszechniejszą poprawność polityczną - dochodzą do głosu przy okazji konfrontacji na boisku czy trybunach. W grupie ludzi o podobnych poglądach łatwiej je wygłaszać, nie trzeba się krępować ani hamować.

Już w latach 90. badania Uniwersytetu Warszawskiego pokazały, że jeśli młodzi ludzie z dobrych warszawskich liceów prezentujący się jako otwarci i tolerancyjni zostaną odpowiednio "podprowadzeni", to wyjdą z nich uprzedzenia i ksenofobia. W tamtym badaniu pomocnik moderatora sesji fokusowej udający jednego z jej uczestników zaczął prowokować tekstami typu: "Nie masz nic przeciwko Murzynom? To wyobraź sobie, że twoja siostra przyprowadza takiego do domu i mówi, że to twój przyszły szwagier". Okazało się, że ich tolerancja jest bardzo płytka i deklaratywna. Pewnie od tego czasu sporo się zmieniło, miałem nadzieję, że po nadaniu obywatelstwa Olisadebe problem ten nieco zmalał, ale on wraca i będzie wracał. Tylko na mniejszą skalę, w klubach drugorzędnych, w których obcokrajowcy nie grali albo nie byli ważnymi zawodnikami. Ale przykład Korony Kielce pokazuje, że można z tym walczyć i że czasem się udaje.

Dlaczego tak długo nie można było z tym nic zrobić? PZPN, władze klubów, czasem też media udawały, że nic nie widzą.

- Nie wiem, czy zgłoszenie w odpowiednim czasie do FIFA i UEFA, że władze polskiej piłki nie reagowały na przejawy nienawiści rasowej, nie wywołałoby skuteczniejszej presji na zmiany w PZPN niż jakiekolwiek inne działania, przynajmniej patrząc na intensywność walki z rasizmem prowadzonej przez międzynarodowe organizacje piłkarskie, te wszystkie akcje "Let's kick racism out of football" i inne. A u nas? Trudno znaleźć chyba inny element polskiej rzeczywistości, do której tak bardzo pasowałyby diagnozy niektórych polityków i socjologów dotyczące układu, amoralnego familizmu czy szarej sieci z jednej strony, a bezsilności państwa i prawa z drugiej.

O PZPN i polskich klubach napisaliście już tysiące stron i nic albo prawie nic to nie daje. A o bezsilności tych, którzy próbują coś robić, najlepiej świadczy reprymenda, jaką dostały władze Legii od Rzecznika Praw Obywatelskich za to, że próbowały na własną rękę zabezpieczać się przez potencjalnymi bandytami stadionowymi. Nagle okazało się, że jak mnie selekcjoner do knajpy nie wpuści, bo mu się moje buty nie podobają, to wszystko jest w porządku, ale zakaz stadionowy to pogwałcenie praw niewinnych ludzi. I, o zgrozo, w świetle przepisów tak faktycznie jest.

Ma pan nadzieję na zmiany?

- Miałem. Wydawało mi się, że jak kluby dostaną się w ręce menedżerów i właścicieli, którzy chcą na piłce zarabiać, pewne sprawy się sprofesjonalizują, może zmieni się mentalność ludzi.

Kiedy Sylwester Cacek wchodził do Widzewa, zadzwonił do mnie przyjaciel, radosny jak skowronek, że wreszcie jego ukochanym klubem będzie rządził biznesmen, który będzie chciał na Widzewie zarabiać, więc będzie nim profesjonalnie zarządzał i nie szkodził. A prezes Cacek zatrudnia Janusza Wójcika. Po jego pierwszych, łatwych do przewidzenia wulgarnych występach, karze go Ekstraklasa SA, a właściciel Widzewa milcząco akceptuje postawę pracownika, jakby nie zdawał sobie sprawy, jaki wpływ na wizerunek firmy ma całkowicie uzasadnione dzisiaj skojarzenie z trenerem Wójcikiem.

Pewnie są też optymistyczne przykłady związane z obecnością poważnych biznesmenów w polskiej piłce, ale na razie wielkiej zmiany jakościowej nie widać.

Jak walczyć z bandytami na stadionach? Dlaczego na Zachodzie się udało, a u nas nie?

- Kiedy mówi się o sukcesach premier Thatcher w walce ze stadionowymi bandytami, nie bierze się pod uwagę, że na Wyspach i w ogóle w zachodniej Europie zasadniczo zmienił się typ kibica przychodzącego na mecze. Przez lata piłka nożna była rozrywką klasy robotniczej, inne warstwy i grupy społeczne pasjonowały się krykietem, golfem, polo. Klasa robotnicza się zmieniła, niektórzy socjologowie twierdzą, że w ogóle pojęcie klasy jest dziś nieadekwatne do opisu świata. Obecnie większości kibiców zasiadających na Anfield Road nie stanowią dokerzy, a na Arena auf Schalke nie siedzą górnicy z rodzinami.

Cdn.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-05-21, 20:50   

Cd :

W czasach, gdy futbol stał się rewelacyjnym biznesem, wytworzył się zupełnie nowy model kibicowania. Reklamodawcy i sponsorzy ładują kasę w piłkę, bo wiedzą, że przekaz dotrze do bardzo szerokiej grupy odbiorców, o zróżnicowanych zasobach, także do tych najcenniejszych, dobrze sytuowanych przedstawicieli klasy średniej lub do niej aspirujących. W Polsce wiele przemian społecznych jest nieco skrzywionym odbiciem procesów, które przez parę dekad zachodziły w Europie Zachodniej.

Nie mamy klasy robotniczej aspirującej do stylu życia klasy średniej, nie mamy też na tyle wpływowej albo na tyle zainteresowanej piłką nożną klasy średniej, by wymogła na właścicielach klubów dostosowanie standardu oferty do ich oczekiwań. A jak prezes Walter próbuje zrobić coś z własnej inicjatywy, jest sekowany przez ludzi mieniących się prawdziwymi kibicami Legii, w odróżnieniu od kibiców pikników, dla których ważniejsze jest wygodne krzesełko czy własne bezpieczeństwo niż święta wojna z kibicami rywala.

Na jednym z forów piłkarskich przeczytałem, że Anglikom z BBC, którzy ostatnio zajęli się tematyką polskiego chuligaństwa, żal czasów, gdy na ich stadionach nie było nudno jak w teatrze. To w sumie całkiem trafne, bo w Anglii dużą część ludzi chodzących na mecze można pewnie regularnie spotkać również w teatrach, a większości naszych kibiców teatr kojarzy się wyłącznie z nudą nie do zniesienia. Upierałbym się, że to właśnie wielki biznes, który nie chciał się kojarzyć z bandytami i przemocą, w sojuszu z mediami i właścicielami klubów wypchnął chuliganów ze stadionów. Ustawki w lasach czy mordobicia na przedmieściach nie niszczą wizerunku klubów, bo nie zagrażają najważniejszym i najcenniejszym aktywom, czyli fanom z wypchanymi portfelami.

Czy europejski kibic nie upodabnia się do amerykańskiego fana baseballu lub NBA, który je popcorn i klaszcze na komendę?

- Piłka nożna w Europe nigdy nie będzie wyłącznie konsumpcyjną przyjemnością. Tradycje klubów, ich korzenie w społecznościach lokalnych, związki z grupami społecznymi czy etnicznymi są zbyt mocno zakorzenione w kulturze. Chuligaństwo i bandytyzm w USA jest często związany z poczuciem przynależności do grupy etnicznej czy religijnej - Irlandczycy kontra Włosi; Jankesi kontra Latynosi - ale nie nakłada się to na sympatię do klubów.

W Europie jest inaczej, dlatego np. Amerykanin Frank Foer w książce "Jak futbol wyjaśnia świat" musi tłumaczyć rodakom nie tylko to, czym jest Champions League, ale również dlaczego w Belgradzie na stadionie nie należy przyznawać się do innych poglądów niż serbski nacjonalizm, a kibicowanie Athleticowi Bilbao albo Celticowi Glasgow to dużo poważniejsza deklaracja politycznej i kulturowej tożsamości niż wybór Lakersi czy Clippers.

Taka deklaracja także w Polsce prowadzi do krwawej wojny jak ta między kibolami Wisły i Cracovii?

- Sytuacja w Krakowie zaczyna przypominać bardziej południowoamerykańskie standardy i wojny gangów w Rio niż jakikolwiek kraj zachodnioeuropejski. Nic mądrzejszego nie można tu powiedzieć ponadto, że jeśli członkowie gangów, czy w Krakowie, czy w Rio, mieliby choć niewielką szansę na inne życie, na awans społeczny, na wyjście poza swoje otoczenie, to przynajmniej niektórzy staliby się pogardzanymi piknikami, ceniącymi spokój i pewność bezpiecznego powrotu z meczu do domu.

Wydaje mi się, że ludzie z wyższymi aspiracjami, wykształceni i lepiej sytuowani, którzy po prostu lubią adrenalinę towarzyszącą stadionowym rozróbom, stanowią w Polsce nieliczny margines. Na razie dla wielu osób chodzących na mecze jedynym atrakcyjnym celem w życiu jest przynależność do grupy, silnej grupy, której inni się boją - także ci usytuowani wyżej w strukturze społecznej. A jedyną szansą na podniesienie własnej wartości jest sprawdzenie się w walce, szacunek ze strony ziomków i strach ze strony wrogów.

Wiadomo, że polscy kibole szczycą się pewnie zasłużoną opinią jednych z najniebezpieczniejszych w Europie. Takie seriale jak ostatnie dokumenty BBC czy prowadzony przez Danny'ego Dyera cykl Discovery [jeden z ostatnich odcinków opowiadał o wojnie kiboli w Krakowie] pielęgnują ten wizerunek, dając im dodatkowy powód do dumy i chwały. Co zresztą prowadzi do banalnego przypomnienia tez o trybalistycznym charakterze [utrzymywanie dawnych podziałów i odrębności] społeczności kibicowskich ze wszelkimi wyznacznikami tej nowej plemienności: rytuałami i obrzędami o charakterze paramagicznym, totemami, barwami wojennymi, strojami obrzędowymi, pieśniami zagrzewającymi do boju, trofeami wojennymi, którym przypisuje się szczególne znaczenie, specyficznym kodeksem honorowym.

Rozmawiamy o sporcie, ale o prawdziwej sportowej rywalizacji nie powiedzieliśmy jeszcze słowa.

- Jeden z bardziej już oklepanych cytatów dotyczących piłki nożnej mówi, że to dużo poważniejsza sprawa niż życie i śmierć, więc tym bardziej ważna niż sportowa rywalizacja. Poza tym przytaczane przeze mnie słowa o nudzie jak w teatrze na meczach Premiership dowodzą, że dla wielu kibiców nie jest ważne, co się dzieje na boisku. Ważne, by na trybunach nie było nudno.

W grudniu oglądałem w Getyndze mecz Hannover - Werder w knajpie pełnej kibiców w różnym wieku, poubieranych w barwy obu klubów. Darli się, wyzywali siebie nawzajem po każdym z siedmiu goli, a ci z Werderu klęli na sędziego, który ich ewidentnie krzywdził, piwo lało się strumieniami, a jednak w powietrzu nie było czuć agresji, nikt nie czuł się fizycznie zagrożony. Upierałbym się, że w Polsce to jest na razie niemożliwe.

Tak jak nasza gospodarka, infrastruktura czy nauka jest mocno do tyłu w porównaniu z zachodnią Europą, tak nasi kibice są na innym etapie. Żaden z obecnych w tamtej knajpie nie musiał odreagowywać swoich kompleksów, żaden nie miał problemów z sytuacją materialną czy brakiem perspektyw. Ich naprawdę interesowało najbardziej to, że Almeida niesłusznie wyleciał z boiska, dlaczego Hanke jest skuteczny, a Klasnić nie, i czy Diego zostanie w Werderze. Tak samo jest w przypadku polskich kibiców siatkówki, którzy pasjonują się grą, transferami, wynikami, a nie naparzanką z kibicami rywala. Wydaje mi się, że ludzi, którzy mówią o sobie "my jesteśmy klubem X czy Y", a potem demolują własny stadion, interesują zupełnie inne sprawy.

Bez obaw poszedłby pan na stadion z żoną?

- Od dawna nie chodzę na mecze piłkarskie w Polsce, tylko na siatkówkę. Z żoną przy pierwszej okazji wybiorę się na piłkę, ale w Londynie, Barcelonie lub Glasgow, nie u nas. Pierwszy powód to kwestia bezpieczeństwa, ale drugi to jakość widowiska i komfort oglądania. Wie pan, ja dość często nudzę się w teatrze, ale obawiam się, że na naszych stadionach nudziłbym się równie mocno.
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Wujo


Klub: brak
Wysłany: 2008-05-21, 21:44   

Wywiad jest mega.Idealnie ujmuje to co sam mógłbym powiedzieć.No a dodatkowo mnie podjarało...hehehe...wiecie co.
Super.
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-12-17, 19:22   Kibic Lecha, czyli legalista schizofreniczny

2008-12-13
http://www.sport.pl

Kibic Lecha, czyli legalista schizofreniczny


Dlaczego władze lidera Ekstraklasy bagatelizują zachownie swoich kibiców? Tym razem chodzi o słowo "wypierdalać" i rozdzielanie przez fanów biletów na mecz z Feyenoordem tylko "prawdziwym kibicom" - pisze Jacek Sarzało z "Gazety Wyborczej"

Wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak rozpływa się nad kulturą klubowych fanów, ci straszą sądem dziennikarzy, którzy ośmielają się ich krytykować. A wszystko w oparach absurdu, który przejawia się m.in. tym, że np. w cenie biletu na mecz z Feyenoordem jest obowiązkowe 40 zł (!) "na oprawę". Czyli także na grzywnę finansową, którą klub może dostać, bo wyjątkowość sympatyków Lecha polega nie tylko na tym, że doskonale wiedzą, iż odpalając na trybunach race, postępują wbrew prawu, ale i na tym, że później bez szemrania - i przy poparciu klubu! - płacą za to kary. Wszak już wcześniej świadomie zbierali na nie fundusze. To klasyczny przykład legalizmu schizofrenicznego

Kibice Lecha nie byliby może tacy mocni nie tylko w gębie, gdyby wiedzieli, co mówią za ich plecami niektórzy ze szczytów władzy w klubie. Może czas to ujawnić. Panowie w szalikach Lecha, tak dumni dziś z przywiązania do biało-niebieskich barw i tak histerycznie odrzucający porównania z pospolitą stadionową chuliganerią, nie łudźcie się. Taki sam z was produkt do odrzutu jak z kiboli Legii z "żylety". Wysoko postawiony działacz z Poznania dość cynicznie przyznał mi, że jesteście - dosłownie - gatunkiem skazanym na wymarcie. A postępowanie wobec was władz Lecha jest co prawda przewrotne, ale równie wykalkulowane i negatywne jak otwarta wojna wypowiedziana chuliganom z Warszawy przez koncern ITI.

Taktyka nadstawiania wam drugiego policzka jest tymczasowa i ma swój chytry cel. Lech wykombinował sobie (tak przynajmniej przekonywał mnie jeden z działaczy), że do ostatniej chwili na was zarobi. Sprzeda wam jeszcze tysiące biletów, koszulek i gadżetów, a kiedy przy Bułgarskiej powstanie nowoczesny stadion, kiedy wymuszona zostanie zmiana kultury kibicowania, albo wy sami zaczniecie się w końcu cywilizować, albo na trybunach w Poznaniu zastąpią was kibice, którzy zapłacą za bilet, by popatrzeć na futbol. A nie po to, by rozciągnąć największą na świecie flagę, pobluzgać, spoić się piwem, rozebrać do pasa i pół meczu przetrwać tyłem do boiska, a na koniec obić komuś twarz.

I mówiąc szczerze - tu władze Lecha mają absolutną rację

Źródło: Gazeta Wyborcza
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-12-17, 19:24   

Odpowiedź zarządu Lecha na powyższy artykuł


14-12-2008 Oświadczenie Zarządu KKS Lech Poznań
Przedstawiamy oświadczenie Zarządu Lecha skierowane do Andrzeja Olejniczaka - Szefa działu sportowego „Gazety Wyborczej”.




Szanowny Pan
Andrzej Olejniczak
Szef działu sportowego
„Gazeta Wyborcza”



Szanowny Panie,


Z należytą powagą, której jednocześnie towarzyszyło spore zdziwienie Zarząd KKS Lech Poznań zapoznał się z treścią artykułu pana Jacka Sarzało „Kibic Lecha, czyli legalista schizofreniczny", który 13 grudnia 2008 roku ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej". Redaktor Sarzało powołuje się na enigmatyczną postać „wysoko postawionego działacza z Poznania", który rzekomo przekonywał, że Kibice nie są uwzględnieni w długofalowej polityce naszego klubu. Otóż pragniemy raz jeszcze poinformować wszystkich zainteresowanych przedstawicieli świata mediów oraz wszystkich sympatyków piłki nożnej w Polsce, że KKS Lech Poznań buduje i będzie budował siłę klubu z myślą o Kibicach i dla Kibiców, gdyż to właśnie Kibice zasiądą na nowoczesnym stadionie, którego budowa zakończy się już w 2010 roku. Zapewniamy również, że na obiekcie o pojemności 46-tysięcy krzesełek znajdzie się miejsce zarówno dla tych, którzy będą chcieli wywiesić niebiesko-białą flagę, jak i dla tych, którzy nie będą mieli takiej potrzeby.

Z poważaniem,



Zarząd KKS Lech Poznań
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2008-12-17, 19:26   

W Lechu bilety tylko dla "prawdziwych kibiców". Reszta wyp...

"Bilety dostaną tylko prawdziwi kibice. Polonusi mogą wypierdalać na Małysza, kadrę i Wisłę" - to zasady niejakiego "Litara", który decyduje, komu należą się bilety na mecz Lecha z Feyenoordem w Pucharze UEFA. Wszystko to za zgodą szefów klubu

"Dochodzę do wniosku, że naszą piłką rządzi mafia. Tak na wysokich, jak i na niskich szczeblach. W przypadku Lecha - mafia kolesi-kibiców, którzy na mecz zabierają tylko znajomych" - to fragment listu, który kibic Lecha przysłał do "Gazety". Podpisał się imieniem i nazwiskiem, ale prosił o ich nieujawnianie.

Sympatyk "Kolejorza" chciał kupić bilet na wyjazdowy mecz Pucharu UEFA z Feyenoordem.

Jedynym miejscem, gdzie można zdobyć jedną z 3 tys. wejściówek, jest poznański sklep "Tifo" przy ul. Ratajczaka. Można tam kupić koszulki i szaliki Lecha, ale także wyroby firmy Pitbull, na przykład t-shirt z wielką zakrwawioną maczetą i hasłem "Terror INC. In blood we trust".

Kibic Lecha pisze: "Według pracowników "Tifo" bilety na Feyenoord mogą dostać wyłącznie prawdziwi kibice Lecha w nagrodę za wierny doping. Spytałem więc, kto jest wystarczająco dobrym kibicem.

"Tifo": Czy był Pan na meczach, jak Lech grał w II lidze? Na pewno nie, a teraz jak Lech odnosi sukcesy, wszyscy raptem chcą kibicować - usłyszałem w odpowiedzi.

Mieszkam w Poznaniu od paru lat i regularnie, kiedy tylko mogę, chodzę na mecze, ale nie zbieram biletów, żeby komuś udowadniać, że w danym sezonie byłem na meczach X razy - broniłem się.

Wytknięto mi, że nie mogę dostać biletu, bo nie mam meldunku w Poznaniu. - Niech Pan zapomni o biletach. Nie mamy, o czym gadać. Wczoraj też tu był też taki jeden. Wykonałem parę telefonów i nikt gościa nie znał..."

Nasz czytelnik miał zweryfikować się sam. Dostał w "Tifo" numer telefonu do człowieka, który miał ostatecznie zdecydować, czy może dostać bilet. "Odpowiedział, że nie dostanę. Dlaczego? Bo nie".

"Litar" prawdę ci powie

Wczoraj zadzwoniliśmy do tajemniczego rozmówcy. To "Litar", członek Stowarzyszenia Kibiców Wiara Lecha. - Wolałbym nie ujawniać swoich danych - powiedział "Gazecie"

- Ktoś się dziwi, że bilety są tylko w "Tifo"? Tak jest od lat. Regularnie kibicujący i jeżdżący na wyjazdy wiedzą jak to wygląda - tłumaczy "Litar". - Sklepik jest zresztą tylko punktem sprzedaży, dystrybucją zajmuje się Wiara Lecha. Klub scedował na nas sprzedaż biletów, ma z nami umowę. I klub jest zadowolony, bo dbamy o porządek na wyjazdach, o to jak wyglądają oprawy. Jest to chyba owocna współpraca. Proszę sprawdzić, jak prezentowaliśmy w St. Gallen, czy w Wiedniu - dodaje członek stowarzyszenia.

- Nie ja decyduję, kto może kupić bilet. Po prostu tłumaczę, na jakich zasadach je sprzedajemy - odpowiada "Litar". Jakie są zasady? - Niezadowoleni będą zawsze, ale niestety nie każdy może dostać bilet. Nasi kibice wypracowali sobie markę, poziom, poniżej którego nie chcemy schodzić. Przy meczach Pucharu UEFA przyklejają się do nas osoby, który może i są sympatykami piłki, ale niekoniecznie Lecha. Gdy biletów jest mniej niż chętnych, musimy zastosować jakieś reguły. Premiujemy kibiców, którzy jeżdżą na wyjazdy, regularnie chodzą na mecze - tłumaczy "Litar". W jaki sposób odbywa się identyfikacja? - Trzeba jeździć na wyjazdy lub mieć karnet. Mamy bazy danych osób, które są wiernymi kibicami - odpowiada nasz rozmówca.

Brak poznańskiego meldunku dyskwalifikuje? - To nieprawda - mówi "Litar". Gdy zadzwoniliśmy do "Tifo", powiedziano nam, że bez meldunku nie mamy szans. - Ktoś z meldunkiem spoza Poznania może dostać bilet, ale musi być prawdziwym kibicem. Mamy takich w Anglii, Holandii, a nawet w Warszawie - upiera się Litar.

Masaż twarzy za zbyt wąskie powieki

Sklepik "Tifo" to jedyne miejsce dystrybucji biletów, a oficjalnym źródłem informacji o zasadach jest forum internetowe Wiary Lecha. "Litar" pisze tam m.in.: "A teraz do wszelkiej maści polonusów próbujących kupić bilety - Wypierdalać na Wisłę, kadrę i Małysza!!!! Nawet, jeżeli jakimś sposobem nabędziecie bilet, to wyłapiemy Was i pogonimy z sektora."

- Może to rzeczywiście trochę za ostre sformułowanie, ale prawda jest taka, że nie chcemy na meczu przypadkowych kibiców - mówi "Gazecie". - Na Małyszu i kadrze większość jest pijana i ma w nosie doping. Chcemy zabrać kibiców, którym ufamy. Bierzemy przecież za nich odpowiedzialność - twierdzi "Litar".

Wiara Lecha dba o dyscyplinę. Następny punkt zasad wyjazdu do Rotterdamu brzmi wg. "Litara" tak: "Przypominam, że reprezentujemy kibiców Lecha Poznań i obszczymurki nie będą tolerowane. Właściciele zbyt wąskich powiek, nieangażujący się w doping, również mogą liczyć na masaż twarzy."

- Jedziemy do Holandii, chodzi o... narkotyki. Znów może trochę za ostro napisane, ale chcemy żeby był spokój i doping - tłumaczy "Litar". Kto ewentualnie będzie "masował twarze"? - To forma straszaka, proszę nie traktować tego dosłownie - dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
peterka


Klub: Lublinianka
Wysłany: 2013-06-04, 20:19   

co do Łodzi to po 50% jeśli chodzi o wpływy...1/3 Bałut,StBałuty niemal całe Chojny,Górna,część Polesia 1/3 Kuraka,Stare Miasto,Widzew dzielnica 130tys...Dąbrowa podzielona ale z przewagą liczebną ŁKS...Polesie,Teofile,Koziny,Retkinia 2/3Bałut Łksu .Fancluby ich to Aleksandrów,Konstantynów w przewadze albo juz i nie.Piotrków Tryb ze 40%Łks po za tym Uniejów i chyba Poddębice.Reszta czyli większość Widzewa.Co do
Krakowa 50%Wisła,35%Cracovia i z 10% Hutnik a mapa to sprzed nie wiem...nigdy tak nie było.Chyba że Kraków przejął W A W E L jest ich ze 100-stu.Konkretna ekipa jeżdżą czołgami
i strzelają z katiuszy.Nikt z młotkami,kijami nie chodzi jak Wisła... :haha:
 
Makary
88888888



Klub: Lublinianka Lublin
Skąd: Wschód
Wysłany: 2015-02-22, 19:58   

Cytat:
Wszyscy jesteśmy kibicami sukcesu

Choć wierność to jedna z najważniejszych cech w kodeksie niemal każdego kibica, to większość z nich to prawdziwi kibice sukcesu. Ze swoją drużyną identyfikują się przede wszystkim po zwycięstwach. Zresztą to "my wygrywamy". Niemal zawsze to "oni przegrywają".

Zanim zaprzeczysz - przeczytaj, co mówią o kibicach sukcesu badania.

W latach 70-ych XX wieku Robert B Cialdini razem ze swoimi współpracownikami przeprowadził serię eksperymentów dotyczących pławienia się w cudzej chwale. Jest to mechanizm psychologiczny, który pozwala nam podnosić swoją samoocenę poprzez identyfikację z grupą lub jednostkami, które odnoszą sukces. Nie może więc dziwić fakt, że przedmiotem badań stali się kibice. W tym wypadku byli to kibice drużyn uniwersyteckich. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości - jesteśmy kibicami sukcesu.

Po wygranych meczach zdecydowanie więcej osób przychodziło na uniwersyteckie zajęcia w ubraniach oraz z gadżetami, które jednoznacznie sugerowały ich związek ze zwycięską drużyną. Wygrana jest bowiem powodem do dumy i pozwala zdobyć uznanie w oczach innych. Lubimy być zaś postrzegani jako osoby, które odnoszą sukcesy. Nieco upraszczając - dążymy do takich sytuacji, w których jesteśmy łączeni z przyjemnymi przeżyciami i komunikowaniem dobrych informacji. W przypadku kibiców nie ma nawet znaczenia, że są oni biernymi - pomińmy wpływ kibicowania na wynik sportowy - odbiorcami zmagań sportowców. Ich wkład w sukces sportowców jest zerowy. Ale i tak pławią się w ich zwycięstwie.

Silne dążenie do bycia łączonym z wygranymi, pociąga za sobą równie silne dążenie do odcinania się od porażek. Nie chcemy być bowiem łączeni z sytuacjami, w których nie pojawia się sukces. Badania potwierdzają w tym wypadku codzienne obserwacje. Po sportowych wygranych często kibice mówią "wygraliśmy". Porażki kwitują zaś stwierdzeniem "przegrali". Choć ma to posmak frazesu: sukces ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą. W sporcie również.

Tendencja to wpisywania się w taki schemat, rośnie wówczas, gdy nasza samoocena jest zagrożona przez osobiste porażki. Bagaż naszych negatywnych przeżyć jest już tak duży, że kolejne nie są nam potrzebne. Jeszcze nasze otoczenie gotowe pomyśleć, że jesteśmy nieudacznikami. Odcięcie się od porażki, odsuwa ryzyko takiego obrotu sprawy..

Wyniki badań Cialdiniego to jednak nie zarzut pod adresem kibiców sukcesu. Tak naprawdę to wielki hołd dla sportowych fanatyków, którzy ze swoją drużyną są niezależnie od jej wyników. Tu już nie chodzi o ich wierność. Tu w grę wchodzi walka z mechanizmami psychologicznymi i poziomem własnej samooceny. To dużo trudniejsze od zwykłego kibicowskiego przywiązania. To heroiczny wręcz bój z własną naturą, która każe odciąć się od porażki, a w jej miejsce znaleźć okazję do celebracji zwycięstwa. Nawet jeżeli nie jest to nasze zwycięstwo.
Kod:
http://www.sportnaukowo.pl/2015/01/wszyscy-jestesmy-kibicami-sukcesu.html#.VOoj-C6KKJk
_________________
"The truth is incontrovertible, malice may attack it, ignorance may deride it, but in the end; there it is."
 
kac
szklanym okiem...



Klub: LubliniankaKS
Skąd: Los Lubellos
Wysłany: 2016-02-28, 15:02   

właściwie chyba tu będzie pasować. taka perełka. tylko nie ustalone z kiedy i gdzie publikowano
_________________
"wyrwij murom zęby krat"
 
 
kfak
Tylko KSL!



Klub: Lublinianka
Skąd: Lublin
Wysłany: 2016-05-10, 11:07   

Da się? da :D
_________________
Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo