...w Lubliniance podnoszenie ciężarów trenował Andrzej Mąka - wicemistrz Europy juniorów i mistrz Polski?

30 kroków do chwały

Sezon 2011/12 był dla Lublinianki absolutnie wyjątkowy, z wielu względów. Cudem utrzymana przy życiu drużyna połączyła się z doskonale zarządzaną Wieniawą i pod wspólnym szyldem Lublinianki-Wieniawy w cuglach wygrała czwartoligowe rozgrywki, przy okazji ustalając rekord punktowy klubu w całej 91-letniej historii oraz zaliczając najlepszy bilans wśród wszystkich drużyn tego szczebla w Polsce. Tak wspaniałe chwile warto przypomnieć sobie jeszcze raz. Dziś pierwsza część naszego podsumowania sezonu 2011/12.

Gdy zapadła decyzja o fuzji Lublinianki i Wieniawy, desygnowany do prowadzenia nowego „tworu” trener Marek Sadowski miał spory ból głowy. Musiał skrupulatnie wyselekcjonować z obu drużyn najlepszych zawodników, spośród tych, którzy wyrazili chęć gry w połączonym zespole. Z miejsca trzeba było pogodzić się ze stratą kilku piłkarzy, którzy dawali nadzieje na dobrą grę. Do Avii Świdnik odszedł Stefan Kucharzewski, do Orląt Radzyń Podlaski Łukasz Sobiech, do Stali Kraśnik Marcin Zapał, a z gry zrezygnowali Arkadiusz Łysek, czy Paweł Górski. Niezrażony tym faktem szkoleniowiec zakasał rękawy do pracy i trening po treningu, sparing po sparingu, był bliżej ostatecznej wizji kształtu drużyny. Sporo zdolnej młodzieży z Wieniawy, wsparło doświadczenie Lublinianki, a zwłaszcza takich graczy jak Jacek Paździor, Maciej Sebastianiuk, czy Łukasz Gromba. Mecze kontrolne nie wypadały jednak korzystnie, a Lublinianka-Wieniawa zbierała w nich regularny „oklep”. Kibice martwili się na zapas i powątpiewali w sukces eklektycznej ekipy. Czas jednak okazał się sprzymierzeńcem trenera Sadowskiego. 13 sierpnia 2011 roku „bomba poszła w górę”…

Na „dzień dobry” Lublinianka pojechała do Poniatowej. Mecz ze spadkowiczem z trzeciej ligi, po przegranej kampanii sparingów, wydawał się poważnym wyzwaniem, nawet pomimo sporych kadrowych problemów Stali. W zespole tym zagrało ostateczne m.in. trzech wychowanków klubu z Wieniawy – Paweł Wieczorek, Wojciech Herda i Igor Grzesiak, czyli syn byłego szkoleniowca Lublinianki, który latem ubiegłego roku objął radzyńskie Orlęta. Obawy były niepotrzebne – inauguracja wypadła nad wyraz efektownie i Lublinianka-Wieniawa wygrała 5:0. Zespół objął prowadzenie w tabeli, a w klasyfikacji strzelców liderował Erwin Sobiech, który w Poniatowej popisał się hat-trickiem. Tak, tak, to nie pomyłka. Dokładnie od pierwszej, aż do ostatniej serii gier ten stan nie zmienił się ani o jotę. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

W pierwszej fazie sezonu Lublinianka upodobała sobie „przybijanie piątki” kolejnym rywalom. W 2. i 3. kolejce sezonu ofiarami świetnie grającego zespołu z Lublina były Podlasie II Biała Podlaska i Unia Bełżyce. Pierwsze poważne kłopoty przytrafiły się w Tyszowcach. Środowy mecz z Huczwą był jednak pokazem wielkiego charakteru zespołu, w którym wszystko dopiero się „docierało” i zazębiało. Do przerwy gospodarze prowadzili 2:0, ale to Lublinianka zeszła z boiska w glorii zwycięzcy, a w 89 min decydującą bramkę zdobył Damian Ścibior. Wcześniej dwa razu „ukłuł” oczywiście Erwin…

Po tak ważnym zwycięstwie drużyna wyraźnie uwierzyła w siebie jeszcze bardziej, a przede wszystkim uwierzyła w sukces. Nic zatem dziwnego, że słabiutki Start Krasnystaw otrzymał na Wieniawie piekielnie bolesną lekcję futbolu, jak się później okazało, nieostatnią w tym sezonie. Wynik 12:1 mówi sam za siebie, a mecz momentami przypominał trening strzelecki lidera. W klasyfikacji strzelców za plecami starszego z braci Sobiechów zameldował się Gromba. „Skrzat” zaaplikował krasnostawianom aż sześć bramek.

W kolejnym meczu nie było już tak łatwo, ale dzięki bramce Jacka Wójcika Lublinianka wygrała w Niedrzwicy z tamtejszym Orionem, który zaprezentował pokaz skutecznej gry defensywnej. Na Wieniawie z kolei kibice znów zobaczyli festiwal strzelecki zakończony pięciobramkowym dorobkiem gospodarzy. Goście z Rejowca Fabrycznego odpowiedzieli dwa razy, oczywiście za sprawą Jacka Ziarkowskiego, legendy tamtejszej Sparty. Kolejna „piątka” została przybita w Szczebrzeszynie. W mieście popularnego chrząszcza Roztocze było bezradne wobec skutecznej i błyskotliwie grającej w ofensywie ekipy trenera Sadowskiego. Po tym meczu lubelski walec zmniejszył obroty i przeszedł na system trzybramkowy. Najpierw w ten sposób „ucierpiał” Lewart Lubartów, później Janowianka, aż wreszcie doszło do pojedynku, który reklamowano jako „mecz na szczycie”.

Rezerwy łęczyńskiej Bogdanki w lidze prezentowały się bardzo dobrze, a ich siłą byli oczywiście zawodnicy pierwszej drużyny, którzy często nie mieścili się w meczowej osiemnastce pierwszoligowej drużyny. Adrian Paluchowski i spółka nie byli jednak w stanie powstrzymać zielono-biało-czerwonych, którzy pokonali łęcznian 3:1. Po tak istotnym zwycięstwie wyjazd do Włodawy wydawał się „pestką”. Włodawianka postawiła jednak dość solidny opór. Na Lubliniankę było to za mało i po bramkach Sebastianiuka i Rafała Krupskiego padł wynik 2:0 dla gości.

Kolejka nr 13 okazała się pechowa dla lidera, który po serii dwunastu zwycięstw w końcu przegrał. Na Wieniawę przyjechał inny niepokonany zespół – łukowskie Orlęta i w kolejnym starciu gigantów lublinianie ponieśli pierwsze straty. Największym pechowcem i głównym winowajcą porażki był Andrzej Zdunek, bramkarz który wcześniej rozgrywał „rundę życia”. W meczu z Orlętami dwukrotnie pomylił się jednak w prosty sposób i trzy punkty pojechały do Łukowa. Goście wygrali 3:1. Zadyszka Lublinianki potwierdziła się w kolejnym meczu – w Starym Zamościu bramki nie padły i Omega była drugim kolejnym zespołem, który skutecznie „postawił się” dominatorowi rozgrywek.

Na koniec rundy jesiennej na Wieniawie gościliśmy Ruch Ryki. Spotkanie nie układało się po myśli podopiecznych trenera Sadowskiego, ale właśnie wtedy znów trzeba było pokazać charakter. „KaeS” zrobił to znakomicie – dwukrotnie szybko odrobione straty, a w doliczonym czasie gry zabójczy cios Rafała Bielaka. „Bieluś” więcej oficjalnych spotkań w Lubliniance już nie zagrał, ale trzeba przyznać, że pożegnał się z klubem w iście imponującym stylu, zapewniając drużynie trzy ostatnie jesienne punkty. Warto wspomnieć, że w międzyczasie rundy jesiennej nasza drużyna „zakradła się” do półfinału Pucharu Polski na szczeblu okręgu lubelskiego, eliminując kolejno: Orion Niedrzwica (1:1 i po karnych 4:1), Janowiankę (4:0) i GKS Niemce (5:0).

Dzięki dość bezpiecznej przewadze punktowej (osiem „oczek” nad trzecim miejscem) zima w Lublinie była spokojna. Nie potrzeba było wielu ruchów transferowych, a raczej stabilizacji i uzupełnienia składu na konkretnych pozycjach. Wiedzieli o tym włodarze klubu, którzy chłodno, jak na zimowe warunki przystało, podchodzili do przerwy między rundami. Spokój jest zawsze w cenie, ale o tym mieliśmy przekonać się dopiero wiosną. Wcześniej Lublinianka znów rozegrała sporą ilość sparingów, znów większość z nich przegrywając. Ważnymi nabytkami zespołu stali się Rafał Stępień, Piotr Kucharski, Mateusz Kłyk, czy Kamil Kowalski. Do Lublinianki po półrocznym epizodzie w Radzyniu powrócił też młodszy z braci Sobiechów.

Na wiosnę maszyna ruszyła niczym lokomotywa z wiersza Juliana Tuwima – powoli i ociężale. Najważniejsze było jednak to, że do przodu. W spotkaniu ze Stalą Poniatowa o wyniku rozstrzygnęła „główka” Stępnia, a w Białej Podlaskiej szybkość Daniela Jeża. Łatwo nie było też z Unią Bełżyce, ale i tym razem zielono-biało-czerwoni konsekwentnie zmierzali do celu i w końcu udało się przebić mur i wygrać 3:1. Taki sam scenariusz kibice przerabiali w kolejnej domowej potyczce – Huczwa Tyszowce aż do 75 minuty utrzymywała cenny remis, ale wtedy do bramki gości trafił Artur Sadowski, niemiłosiernie krytykowany przez kibiców za swoją grę, zwłaszcza jesienią.

Wyjazd do Krasnegostawu przypomniał sympatykom Lublinianki jesienne oblicze zespołu – gra była nie tylko efektywna, ale i efektowna. Skończyło się okazałym zwycięstwem 6:1. W tym meczu przełamał się lider strzelców, który nie trafił do bramki rywali od dziewięciu kolejek. Po tygodniu powrócił jednak koszmar nudnej Lublinianki, która męczy się z każdym rywalem, który jest w stanie dość solidnie bronić dostępu do własnej bramki. Tym razem „cattenaccio” zastosował Orion Niedrzwica, ale lekiem na całe zło okazał się stoper Krupski, który w 89 min głową pokonał golkipera przyjezdnych i zapewnił drużynie zwycięstwo. „Długopis” jeszcze dwukrotnie w tej rundzie zdobywał „złote gole” – taki scenariusz lublinianie przerabiali w Lubartowie i Łukowie.

Po zwycięstwie z Orionem ekipa trenera Sadowskiego dość gładko poradziła sobie ze Spartą Rejowiec Fabryczny. Dwie bramki Erwina, oraz gol „Skrzata” – duet snajperów z Wieniawy miał swój dzień, a to zmniejszyło szanse gospodarzy do zera. W kolejnym meczu problemów również nie było, pomimo słabego początku i straconej bramki. Roztocze nie nacieszyło się jednak prowadzeniem zbyt długo, a bramka Tomasza Albingiera tylko podrażniła lidera. Wynik tamtego meczu to 4:1. Kolejny dublet ustrzelił Sobiech, a gorszy tego dnia nie był Kłyk, który pokazał, że na dobre zadomowił się w zespole. W Lubartowie szalę zwycięstwa przechylił wspomniany Krupski, który dobił strzał „Edzia” w słupek. Ten mecz otworzył zielono-biało-czerwonym szansę na świętowanie awansu już tydzień później.

I rzeczywiście – na pięć kolejek przed końcem rozgrywek Lublinianka „zaklepała” sobie miejsce w trzeciej lidze. Nie pierwszy raz wiosną to goście prowadzili na Leszczyńskiego, ale niemal tradycyjnie – taki stan rzeczy nie potrwał długo. Po dobrym meczu i przy wspaniałej atmosferze na trybunach Janowianka poległa 2:4, a lider z Lublina był już pewny swego. Świętowanie sukcesu trwało do późnych godzin wieczornych, ale każdy kto zna najnowszą historię Lublinianki wie, że było się z czego cieszyć.

Tydzień później „Duma Lublina” pierwszy i jedyny raz w rundzie rewanżowej straciła punkty. W Łęcznej stroną przeważającą była Bogdanka II, ale najlepszą sytuację zmarnował Stępień. „Pazera” przestrzelił w bardzo dogodnej pozycji, nie mniej humory kibiców z Wieniawy wciąż były znakomite, bowiem nadal pobrzmiewały echa awansu. Tydzień później Lublinianka w roli gospodarza grała na Stadionie Miejskim przy Alejach Zygmuntowskich. Na Wieniawie rozpoczęła się rewitalizacja murawy boiska, już z myślą o trzecioligowym sezonie. Włodawianka zawiesiła „papierowym” gospodarzom poprzeczkę dość wysoko, ale tylko w pierwszej połowie. W drugiej na boisku rządzili już podopieczni trenera Sadowskiego i ten mecz wygrali 4:2.

Ostatnie trzy mecze to jednobramkowe zwycięstwa, które rodziły się w bólach. Taki porządek zresztą dobrze spina klamrą rundę wiosenną. Wygrana w Łukowie miała szczególny smak – zapewniła wygranie czwartej ligi i odebrała Orlętom status jedynej niepokonanej drużyny w lidze. Pokonanie Omegi na Zygmuntowskich nie przyszło łatwo głównie dlatego, że zespół zagrał z utrąconym kręgosłupem ofensywnym. W ostatniej kolejce powtórzył się scenariusz jesienny – wygrana 3:2 z Ruchem Ryki. W końcówce zapewnił ją Jeż.

Pucharowa przygoda Lublinianki wiosną ograniczyła się do jednego meczu. Na kilka dni przed arcyważnym meczem z Janowianką, strzelecki „show” na Wieniawie zrobili sobie piłkarze Stali Kraśnik, a porażka 2:8 dawała sporo do myślenia w kontekście sezonu 2012/13.

Jaki będzie to sezon? Chyba za wcześnie by prognozować. Na pewno miniony był niezwykły. Jesienią utrwalił się obraz drużyny gromiącej niemal każdego rywala, która dopiero pod koniec rundy złapała zadyszkę. Wiosną z kolei wejście w rundę nie było łatwe, ale optyka przez którą należy oceniać ten okres jest nieco inna. Każdy kolejny przeciwnik wiedział jak mocnym zespołem jest Lublinianka. Kilka drużyn przyjechało na Wieniawę tylko po to by zachować zerowe konto po stronie strat. Warto jednak podkreślić, że nikomu się to nie udało. Co najważniejsze – w rundzie rewanżowej zespół trenera Sadowskiego dojrzał i systematycznie udowadniał, że potrafi wygrywać mecze niezależnie od okoliczności, czy mówiąc wprost – przeciwności. Niestraszni więc byli „murujący się” rywale, nadspodziewanie aktywni w ofensywie goście (vide Janowianka czy Włodawianka), czy własna słaba gra. Ta najbardziej martwiła kibiców, którzy doskonale zdawali sobie sprawę, że czwarta liga w przyszłym sezonie będzie już tylko wspomnieniem. Mecz z kraśnicką Stalą w Pucharze Polski, a poniekąd też sparingowe potyczki z trzecioligowcami, pokazywały, że różnica między poziomami rozgrywkowymi, którą właśnie pokonuje lubelska ekipa jest spora. Wydaje się jednak, że po sezonie zakończonym bilansem 27-1-2 nie należy być specjalnie płochliwym, a jeszcze raz zaufać trenerowi i włodarzom klubu. Obyśmy w przyszłorocznym „resume” sezonu nie musieli zmienić optymistycznego tonu, który po minionych rozgrywkach gra w duszy każdego kibica najstarszego klubu na Lubelszczyźnie.

w części II – podsumowanie statystyczne


34.kolejka
17 czerwca, 17:30
 
Stal Kraśnik Lublinianka
Stal Kraśnik Lublinianka
 Poz.  Drużyna Mecze Punkty Z-R-P Bramki
  1. Chełmianka Chełm 34 88 28-4-2 105:19
  2. Górnik II Łęczna 34 73 23-4-7 81:47
  3. AMSPN Hetman Zamość 34 72 22-6-6 88:33
  4. Tomasovia Tomaszów Lubelski 34 67 19-10-5 89:34
  5. Stal Kraśnik 34 61 17-10-7 84:45
  6. Kryształ Werbkowice 34 58 18-4-12 57:40
  7. Lewart Lubartów 34 53 14-11-9 63:49
  8. Łada Biłgoraj 34 46 14-4-16 48:56
  9. Powiślak Końskowola 34 45 13-6-15 47:55
  10. Kłos Chełm 34 42 12-6-16 43:55
  11. Lublinianka 34 42 10-12-12 50:48
  12. Włodawianka 34 42 13-3-18 55:69
  13. Victoria Żmudź 34 39 11-6-17 50:63
  14. Polesie Kock 34 38 10-8-16 62:75
  15. POM Iskra Piotrowice 34 35 10-5-19 55:75
  16. Unia Hrubieszów 34 35 10-5-19 41:53
  17. Lutnia Piszczac 34 22 5-7-22 27:77
  18. LKS Milanów 34 3 0-3-31 18:170
Strona i Forum Kibiców funkcjonuje dzięki
Stowarzyszeniu Sympatyków Lublinianki "NIEZŁOMNI"

INFORMACJA DLA MEDIÓW / STRON WWW:
Wykorzystując materiały zamieszczane w serwisie www.lublinianka.net bezwzględnie prosimy o podanie źródła informacji. Bądź wcześniejszy kontakt: ksl1921@gmail.com, celem ustalenia warunków współpracy. Zdjęcia zamieszczanie w serwisie są własnością ich autorów i to do nich należy się zwrócić z prośbą o zgodę na publikacje.